Za Chrystusem do końca naszych dni

 

Rekolekcje tematyczne "Miłosierdzie - konkret zamieniony w czyn" (3-6.08.2016 - Mrzeżyno)

Jesteśmy małżeństwem z 46 letnim stażem. Wychowaliśmy dwójkę dzieci ( Agnieszkę i Piotra) i cieszymy się z ośmiorga wnucząt. W Ruchu jesteśmy już 33 lata, jednak po moim przejściu na emeryturę i większym zaangażowaniu się w pracę na rzecz parafii (jako zakrystianin i nadzwyczajny szafarz Komunii św.) stopniowo zaczęliśmy ograniczać nasze uczestnictwo w Ruchu. W praktyce jest to tylko udział w życiu kręgu.

Jak wiecie zaraz po Nowym Roku animatorzy kręgu przypominają o udziale w rekolekcjach, szczególnie w oazach letnich. I tak ktoś wspomniał, że na rekolekcje: „Miłosierdzie - konkret wprowadzony w czyn” w Mrzeżynie są jeszcze wolne miejsca. Pomyśleliśmy, że temat jak dla dziadków, a Mrzeżyno to przecież sąsiednia miejscowość dobrze nam znanej z lat 70. Pogorzelicy, a więc może spróbujemy?! Po trzech dniach Ania odebrała telefon i zostaliśmy zapisani na krótkie rekolekcje nad morzem. W drodze rozmawialiśmy o tym, że to już chyba ostatnie rekolekcje w naszym życiu, bo po co dziadki mają zajmować miejsce młodym, którzy często mówią tak szybko i cicho. I rzeczywiście tych ograniczeń starszego wieku zaczęliśmy doświadczać. A to czegoś zapomnieliśmy, a to niedosłyszeliśmy, a wieczorami ciągnęło nas do łóżka zamiast prowadzić „wieczorne Polaków rozmowy”. W piątek rozważaliśmy stacje drogi miłosierdzia Bożego, a potem organizatorzy przewidzieli adorację Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. W tym czasie uderzyła mnie taka oto myśl: „zawsze mówiłeś, że normalnych ludzi to można spotkać tylko na oazie. Sam przyznajesz, że masz od Pana Boga wszystko co ci jest potrzebne do życia, a często wymawiasz się swoją starością”. Mało tego, na godzinie świadectw przypomniały mi się słowa Pana Jezusa: „Kto chce iść za mną niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje”. Pan Jezus szedł do końca, a my chcemy się zwalniać z powodu naszych ograniczeń starszego wieku. Kilka osób po moim świadectwie stwierdziło, że przecież co najważniejsze usłyszeliśmy, a czego niedosłyszeliśmy, to na pewno już wcześniej słyszeliśmy, albo nie jest to nam potrzebne. Sama obecność na rekolekcjach, to już bardzo wielki dar Miłosierdzia Bożego i doświadczenie wspólnoty. 

Zatem kochani oazowicze, „normalni ludzie”, których teraz brakuje, idziemy dalej - do końca dni naszych i… do zobaczenia na następnych rekolekcjach.

Zenia i Krzysiek Ziółkowscy, archidiecezja łódzka

 

Kategoria: