Rozważania z Drogi Krzyżowej w Glinnej

 

Stacja I

Pan Jezus na śmierć skazany - Krzywdy cierpliwie znosić

Wiedziałeś Panie Jezu co cię czeka. Modliłeś się w Ogrójcu, czekając na kohortę z Judaszem na czele. Mogłeś uciec, Ty jednak trwałeś. A gdy przyszli, pozwoliłeś się pojmać i nawet Piotrowi nie dałeś podjąć walki w Twojej obronie. Doprowadzony przed Annasza, zostałeś brutalnie przesłuchany. Następnie związano Cię i jak złoczyńcę odesłano do Kajfasza. Tam znów byłeś oskarżany, by następnie przed samym Piłatem w pretorium zostać osądzonym. Mimo iż Piłat nie widział w Tobie winy to jednak wydał wyrok. Najpierw bicz a potem krzyż. Jezu, jakże niesprawiedliwy był to wyrok, a Ty nic nie zrobiłeś by przerwać ten tragiczny spektakl. Ty wszystko przyjąłeś z wielką pokorą i cierpliwością.

A ja? Gdzie moje cierpliwe znoszenie krzywd i cierpień? Panie Jezu, mam na to pytanie tylko jedną odpowiedź: uciekam od tego. Odrzucam każdy ból czy niedomaganie. Nie przyjmuję sprawiedliwego wyroku, kłamiąc i usprawiedliwiając się.  Na niesprawiedliwe oskarżenia odpowiadam złością. Uciekam przed wszelkimi cierpieniami i zobowiązaniami byle tylko się nie natrudzić. 

Jezu, czemu tak mocno oddaliłem się od Ciebie? Przecież bez Twojej pomocy, dalej będę szedł ścieżką prowadzącą do zguby. Co prawda będzie ona łatwa i niewymagająca, ale jednak kończąca się śmiercią.

Mój najdroższy Jezu, chcę całkowicie otworzyć się na Twoją pomoc. Pragnę razem z Tobą stać na sądzie i z radością i cierpliwością przyjmować wszystko co w ostateczności doprowadzi mnie do życia z Tobą w niebie.

 

Stacja II  

Pan Jezus bierze krzyż na ramiona – Chorych nawiedzać

Jedni dowiadują się o tym w laboratorium, odczytując poziomy markerów. Inni słyszą to z ust lekarzy, kiedy odczytywane są wyniki z tomografii lub rezonansu. Kolejni oblewają się zimnym potem strachu, kiedy lekarze wręczają im analizy krwi lub biopsji i przekazują hiobową wiadomość o zaawansowanej chorobie. Jeszcze inni drżą na myśl o słowach: „pogorszenie”, „wznowa” lub „nawrót choroby”.

Świadomość choroby może przytłoczyć człowieka i pozbawić chęci do walki. Obecność drugiego człowieka okazuje się w takich sytuacjach zbawienna. Chorzy potrzebują nie tylko lekarstw, ale i otuchy, czyjejś obecności  to może być współmałżonek, dzieci, rodzice, bliscy, przyjaciele. W cierpieniu, bowiem nie może zabraknąć najbliższych. Dlatego tak bardzo bolą rozwody, aborcja, eutanazja. Tak bardzo bolą oskarżenia i  kłótnie. W cierpieniu, bowiem nie tyle ciąży waga krzyża, co brak tych, których nie powinno zabraknąć. 

Przyjdzie dzień, kiedy nadzy, bez okrycia słów, staniemy wobec naszych czynów. Czy uczyniłeś coś, czy nie, kiedy człowiek potrzebował twojej pomocy? Oto linia podziału między błogosławionymi i przeklętymi, oto prawdziwy ciężar ludzkiego życia i jego sąd na wieczność.  Ty chwytałeś każdą okazję, żeby pomóc: wejdź do królestwa... A ty uchylałeś się od czynów: odejdź ode Mnie.

Jezu miłosierny, Ty powiedziałeś: „byłem chory a odwiedziliście mnie”. Naucz nas, chorych nawiedzać. Najpierw tych, do których powinna nas prowadzić zwykła ludzka przyzwoitość: rodziców, dziadków, przyjaciół i znajomych. Następnie, daj nam ewangeliczną siłę być blisko tych chorych, których nikt blisko być nie chce. Chcemy stać się znakiem Twojej miłości, dla wszystkich, których przygniata ciężar krzyża.

 

Stacja III

Pan Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem - Nieumiejętnych pouczać

Jezus upada pod ciężarem krzyża, swojego, ale przede wszystkim krzyża naszego, krzyża mojego. Upada wspólnie z nami, którzyśmy upadli pod ciężarem własnych grzechów. Na ile te grzechy wynikają z tego, że zamiast robić to, co mówi nam Bóg robię to, co robi tak zwana większość społeczeństwa, że poddaję słowom „co się przejmujesz, przecież wszyscy tak robią”, że poddaję się manipulacji mediów promujących nieuczciwość, zdrady małżeńskie, rozwody, powtórne związki, życie „na kocią łapę”, narkotyki.

A z drugiej strony jakże łatwo przychodzi nam pouczanie innych. Na każdym kroku wzajemnie się uzupełniamy radami, ostrzeżeniami, przemyśleniami. Tylko ode mnie zależy czy będzie to pozytywne, czy negatywne, czy moim pouczaniem doprowadzę do upadku w grzech, bezsilność, rozpacz, czy też pomogę wstać z upadku, albo go złagodzę.

Nieumiejętnych pouczać. Jak to zrozumieć ? Na pewno nie jako wymądrzanie się i pouczanie innych - coś w stylu "ja wiem lepiej, więc mnie słuchaj". Moje "pouczanie" z pewnością będzie lepiej przyjęte i przyniesie lepsze efekty, jeżeli zrobię to w delikatny sposób, bez wymądrzania się i wywyższania. Nieumiejętnych pouczać – to rzeczywiście wspierający gest miłosierdzia, łaski; życzliwy, podnoszący. Większość moich umiejętności to zasługa skutecznie pouczających, nawet jeśli potem uczyłam się dalej sama. Ktoś natchnął, pokazał, że można, ktoś mnie zainspirował, wskazał, choć mógł nie tracić na mnie czasu, wzruszyć ramionami i pójść dalej albo wyśmiać moją nieudolność. To wielki prezent – ktoś poświęcił mi czas, który mógłby spożytkować dla siebie, a obrócił go dla mnie. Chcę tak robić i ja.

Pomóż Panie, bym umiał zauważył czego brak mojemu współmałżonkowi, dzieciom, innym ludziom, abym miał ochotę ich podnieść, douczyć, poprawić, polepszyć ich sytuację, wzmocnić. Bym to pouczenie podał im miłosiernie, czyli tak, by byli w stanie je przyjąć, zastosować, uznać za możliwe, za swoje własne i oswoić. Żebym w moim pouczaniu nie żałował wysiłku, żebym umiał przekazywać umiejętności przykładem mojego życia i doświadczeń, Aby w moim pouczaniu nie było pychy. Żeby moje pouczanie wzmacniało, a nie osłabiało, żeby pomagało wstawać z upadków.

 

Stacja IV

Jezus spotyka swoją Matkę - Strapionych pocieszać

Życie nikogo z nas nie jest wolne od utrapień. Są w nim chwile i miejsca, w których potrzebujemy pocieszenia. Strapienia mogą być straszne i sprawić, że stracimy sprzed oczu sens życia. Cierpienie fizyczne lub duchowe, niedostatek, słabość, poczucie osamotnienia mogą szczelnie opatulić rzeczywistość szarością i beznadzieją. Co robimy, gdy widzimy kogoś strapionego? Zazwyczaj odwracamy wzrok, starając się nie zauważać jego utrapień (lęk przed zaangażowaniem się, wejściem w czyjeś życie). Czasami jesteśmy zażenowani strapieniami innych, przychodzą bowiem nie w porę i psują nam nasz świetny humor. Najczęściej jednak chcielibyśmy coś dla tych ludzi zrobić. I wtedy staramy się coś pocieszającego powiedzieć. Często w stylu: "Będzie lepiej", "Nie martw się", "Odwagi!". Niektórzy próbują odwrócić uwagę strapionej osoby od źródła utrapienia, chcąc, aby o nim zapomniała. Podsuwają różne rozrywki – jakby środki znieczulające, pozwalające zapomnieć. Ale one nie zawsze skutkują. Strapienie nie przemija, człowiek cierpi, jak cierpiał.

Jak wygląda chrześcijańskie pocieszenie? Przede wszystkim nie opiera się ono na kunszcie słowa, ale na bliskości. Spotkanie Jezusa z Maryją było spotkaniem bez słów. Ich wzajemna więź była tak głęboka, że żadne słowa nie były potrzebne. Wystarczyła wymiana spojrzeń. Jednak aby ludzie mogli porozumieć się bez słów muszą się bardzo dobrze znać. Aby się poznać trzeba ze sobą rozmawiać. Często w naszych rodzinach rozmawiamy wiele o sprawach codziennych – zakupach, rachunkach, rzeczach które trzeba załatwić. Brakuje jednak rozmów o tym co ta druga osoba czuje, co myśli. 

Zastanów się czy patrząc na twarz swojego współmałżonka potrafisz odczytać to, co kryje się w jego sercu? Czy potrafisz rozpoznać, kiedy twoje dzieci mają problemy choć mówią, że wszystko jest w porządku? Uczmy się od Maryi i Jezusa budowania właściwych relacji i bycia miłosiernym.

 

Stacja V 

Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi – Podróżnych w dom przyjąć

Jezu, Szymon z Cyreny dobrowolnie nie chciał dźwigać Twojego krzyża, został przymuszony. Lecz Ty Panie z wdzięcznością przyjąłeś jego pomoc, pokazując tym samym, że jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni w dźwiganiu krzyży naszej codzienności i wezwani do miłosiernej pomocy drugiemu człowiekowi. Przy tej stacji chcemy uświadomić sobie do czego nas wzywasz mówiąc, że przybysza potrzebującego schronienia powinniśmy przyjąć pod dach. 

Gdy wędrowałeś przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym, byłeś wędrowcem niemającym domu. Wiele razy nocowałeś w Ogrodzie Oliwnym na gołej ziemi. Wiesz, co to znaczy być bez domu. Byłeś wdzięczny wszystkim, którzy dawali Ci schronienie i gościnę, a ci, u których przebywałeś, stawali się bogatsi o doświadczenie spotkania z Tobą.

Dzięki Twej obecności w domach zapraszających Cię celników i grzeszników, mogli oni doświadczyć Bożego miłosierdzia i wejść na drogę nawrócenia.

Dzięki zaproszeniu Cię na wesele w Kanie Galilejskiej, obecni tam doświadczyli Twego pierwszego cudu.
Dzięki goszczeniu Cię, Marta, Maria i Łazarz, mogli przeżywać radość przyjaźni z Tobą.
Dzięki ufności w Twą moc, wielu chorych zapraszających Cię w gościnę, doznało uzdrowienia.
Dzięki gościnie u Zacheusza, pobudziłeś jego serce do hojności wobec potrzebujących.
Dzięki zaproszeniu Cię przez uczniów z Emaus na wieczerzę, doświadczyli oni Twej obecności po zmartwychwstaniu.
Patrząc na Twe całe życie, dostrzegamy wartość goszczenia bliźnich. 
Dzięki przebywaniu z Maryją i Józefem w Egipcie, zapraszasz nas do wrażliwości na los emigrantów.
Dzięki Twemu wędrowaniu do Jerozolimy, uwrażliwiasz nas do pomocy pielgrzymom.

A dzisiaj?… Wokół mnie nie brakuje ludzi, którzy doświadczając biedy, samotności, czy innych braków w życiu, szukają wciąż bliźnich gotowych udzielić im gościny i wsparcia w trudnościach. Czy moje serce jest wrażliwe, gdy stają w progu mojego domu? Na ile w odwiedzających dostrzegam przychodzącego Chrystusa? Jak pomagam osobom odwiedzającym mnie? Kogo i jak ostatnio ugościłem?  Kto z gości i dlaczego budzi moje obawy? W jaki sposób próbuję przezwyciężać uprzedzenia? Czy jestem człowiekiem gościnnym, otwartym na innych? 

Jezu, pomóż nam w duchu wdzięczności za Twoją dobroć, otworzyć nasze serca na drugiego człowieka, który pielgrzymuje obok nas. Wyzwól nas z obojętności wobec problemu tysięcy uchodźców przybywających do Europy. Niech również podczas Światowych Dni Młodzieży nie zabraknie otwartych serc i domów, w których przyjmiemy młodych pielgrzymów z całego świata.

Jezu miłosierny, Ty powiedziałeś: „Byłem przybyszem a przyjęliście mnie”. Czyń nas wrażliwymi na Twą obecność, gdy gościmy tych, którzy odwiedzają nasz dom.

 

Stacja VI

Weronika ociera twarz Panu Jezusowi – Spragnionych napoić

Weronika otarła twarz umęczonego, pocącego się krwią Chrystusa. Taki gest to drobiazg w jego cierpieniu - jak łyk wody. Odkupiciel otrzymuje taki „łyk wody wsparcia”, „łyk wody miłosiernej miłości”. Spragnionych napoić to jeden z uczynków miłosierdzia. Spragnionych jest wśród nas wielu, choć nie proszą oni o wodę, bo w naszym położeniu geograficznym wody jest pod dostatkiem. Czego więc pragną nasi najbliżsi? Co podpowiada nam miłosierdzie naszego serca?

Dzieci są spragnione uwagi i czasu wspólnie spędzanego ze swoimi zapracowanymi rodzicami. Współmałżonek jest spragniony gestów czułości, wierności i wyłączności. Rodzice są spragnieni częstszych odwiedzin, pomocy, zainteresowania ze strony swych dorosłych dzieci. Ci, którzy odeszli z tego świata są spragnieni naszej modlitwy za nich. 

Prosimy Cię Panie o ducha miłosierdzia, o nawrócenie oraz o przebaczenie tych wszystkich sytuacji, w których ze względu na wygodę lub zakłopotanie pozostawiliśmy osoby spragnione samy sobie.

 

STACJA VII

Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi - Wątpiącym dobrze radzić

Przychodzi moment, kiedy kończą się logiczne wyjaśnienia trudności, które nas spotykają. Przychodzi moment, kiedy zaczynamy wątpić. W sercu tworzy się tama, która uniemożliwia przepływ Bożej łaski, ogarnia nas ciemność i bezsens. Aby nieść światło nadziei, tam gdzie ono zgasło, aby zapraszać Jezusa do tych serc, które są osłabione na drodze wiary, trzeba nam się pochylić nad kolejnym uczynkiem miłosierdzia: wątpiącym dobrze radzić.

Jeśli pojawiają się w moim życiu wątpliwości, nie trzeba panikować, rozdzierać szat, ale raczej spokojnie szukać sposobu na pokonanie trudności. Każdy z nas potrzebuje dobrej rady, a obok mnie są ludzie, którzy mogą mi pomóc. Trzeba tylko ich odnaleźć. Niekiedy to ja jestem tym, który ma posłużyć drugiemu dobrą radą. Chodzi o umiejętność wsłuchania się z troską w czyjeś wątpliwości, problemy i gotowość do pomocy w ocenie sytuacji i pokazania kierunku drogi.

Dar rady to jeden z darów Ducha Świętego. Jezus obiecując zesłanie Ducha Świętego, powiedział: „On Was wszystkiego nauczy i przypomni wam, co mówiłem i co czyniłem”. Można więc powiedzieć, że to Duch Święty jest źródłem mądrości, która potrafi wskazywać drogę. Dar rady wiąże się z właściwym rozeznawaniem w życiu własnym i w życiu innych. 

Duch Święty jest wewnętrznym nauczycielem, który pomaga nam zarówno słuchać rad, jak i dawać je innym. Przy czym działanie Ducha Świętego nie oznacza wyłączenia rozumu. Wręcz przeciwnie, rozum działa o niebo lepiej, kiedy jest otwarty na Ducha Bożego.

Radzenie innym nie oznacza nigdy podejmowania za kogoś decyzji. Dobra rada jest tylko (i aż!) pomocą w podjęciu dobrej decyzji. Ta pomoc bywa nieraz niezbędna. Kiedy dajemy komuś radę, akcentujmy wolność i odpowiedzialność za siebie tego, komu radzimy.

Niektórych ludzi może paraliżować lęk przed udzieleniem rady, która okaże się błędna. Nikt nie ma patentu na nieomylność. Ryzyko jest wpisane w każde ludzkie działanie. Ale jeśli ktoś prosi mnie o radę, to wyraźny znak, że Bóg chce się mną posłużyć w tej sytuacji. Trzeba wysłuchać i z całą swoją dobrą wiedzą, sumieniem i doświadczeniem pomóc drugiemu znaleźć światło w ciemności. Z perspektywy wiary dobra rada jest pomocą drugiemu w odczytaniu Bożej woli w odniesieniu do jego życia. 
 
Kim są wątpiący? 

Przeżywamy różne rozterki, niepewności, jesteśmy miotani przez zmienne uczucia, ale czy to oznacza, że jesteśmy wątpiący? W czym wyraża się ta postawa? Dlaczego wątpimy – czy czegoś nam brak, a może doświadczamy jakiegoś nadmiaru? 
Jezus ukazując się Apostołom w Wieczerniku po zmartwychwstaniu pytał ich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? (Łk 24, 38), a tonącemu Piotrowi wyrzucał: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? (Mt 14, 31). Piotr zaczął tonąć, bo zwątpił. Zwątpił, bo zamiast wpatrywać się wprost w Jezusa, ufać Mu, zaczął patrzeć na rozszalałe fale jeziora i na widok silnego wiatru uląkł się (Mt 14, 30). I my nieraz w życiu przeżywamy podobne sytuacje, gdy piętrzące się trudności, bolesne wydarzenia przykuwają całą naszą uwagę, tak, że zapominamy o żywej obecności Jezusa, o Jego mocy, która może nas przeprowadzić po wzburzonych falach życia, może je uciszyć. Jezus wyraźnie mówi do Piotra, że jego zwątpienie wynika z małej wiary. Może i my doświadczyliśmy, że w obliczu sytuacji trudnych po wielekroć zaskakujących nas i wymykających się nam spod kontroli maleje, słabnie nasza wiara, zaczynamy wątpić. Nasze serce staje się rozdarte, chwiejne, niepewne, niestałe. Ważne jest wtedy, by – tak jak tonący Piotr – wołać do Jezusa: Panie ratuj mnie! i czynić wszystko, by umocniła się nasza wiara, by wątpliwości nie sparaliżowały naszego myślenia i działania.  

Święty Ignacy z Loyoli zostawił w swoich „Ćwiczeniach duchowych” dobrą radę dotyczącą podejmowania decyzji: Gdy nie wiesz, co wybrać, pytaj siebie, z czego będzie większa chwała Boga. Im większej chwały dozna Bóg, tym większe będzie dobro dla ciebie i innych. To wybieraj.

Wątpiącym dobrze radzić – to pomaganie Chrystusowi powstawania z drugiego upadku pod krzyżem.

 

Stacja VIII

Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty - Grzeszących upominać

Miłość mi wszystko wyjaśniła,
Miłość wszystko rozwiązała -
dlatego uwielbiam tę Miłość,
gdziekolwiek by przebywała.
(Karol Wojtyła)

O największa Miłości jakżeś poniżona, zbolała i zakrwawiona! Nieludzki to widok! Współczucie – to mało, łzy-to mało! Jak wyrazić ból serca? Czy z jerozolimskimi niewiastami drogę Twoją mam opłakiwać?

Mówisz Panie, że to dla mnie, że to za mnie, że łez mych nie chcesz. Mam płakać nad sobą i moimi bliskimi? Dlaczego, o Miłości?

…tak, teraz widzę Twój Krzyż Panie: to nie drzewo i nie gwoździe. Każda belka to tragedia niejednej rodziny: pijaństwo, kłótnie, przemoc i zdrada.
Boże, ile tych zranień, nienawiści!

…tak, teraz widzę każdą kroplę Twej Krwi, która obmywa rany tylu ludzi, widzę też krople wsiąkające w ziemię-a przecież tylu bliskim mogłyby pomóc.

Jak pozbierać te Krople, jak uzdrowić pogmatwane relacje? Mówisz Panie, że miłość mi wszystko wyjaśni, że wszystko rozwiąże? Jezu, proszę Cię, bądź Miłością naszych rodzin i pomóż w niej trwać, nawet gdy przyjdzie czas próby. W każdym naszym czynie i słowie niech kwitnie Twoja Miłość. Nie pozwól już nam Panie zmarnować ani jednej Zbawczej Kropli!

 

Stacja IX

Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci - Głodnych nakarmić

Głód. Wszyscy go znamy. Szukamy jedzenia. Im bardziej jesteśmy głodni, tym bardziej rozpaczliwie. Głód bowiem zabija. Jest śmiertelny, jeśli go nie pokonamy. W Starym Testamencie głód był najstraszniejszą karą od Boga, zapowiadaną przez Niego wielokrotnie, gdy Naród Wybrany grzeszył niewiernością. Nie bez przyczyn też syn marnotrawny z przypowieści Jezusa poznaje smak ciężkiego głodu w dalekiej krainie, do której odszedł z domu ojca. Głód jest obrazem radykalnej utraty synowskiej godności, a jednocześnie staje się impulsem powrotu do domu.

Jeśli głód jest oznaką nieszczęścia, kary i odrzucenia, to znakiem Bożej opatrzności i troski o człowieka jest pokarm, którym pozwala On najeść się do sytości. W tej perspektywie zaspokajanie głodu jest czynnością świętą, gdyż jej celem jest podtrzymanie życia danego przez Stwórcę.

W przypowieści o Sądzie Ostatecznym, Jezus jako pierwszy uczynek wylicza właśnie zaspokojenie głodu: „Byłem głodny, a daliście mi jeść”. Przez tę przypowieść Jezus nadaje temu naturalnemu obowiązkowi człowieka jeszcze jeden dodatkowy wymiar: każdy czyn podjęty wobec drugiego człowieka jest czynem podjętym wobec Boga. To sam Jezus jest głodny w członkach swego mistycznego ciała. To sam Bóg cierpi głód w ludziach, a krzyk głodnego dociera do Jego uszu.

Głód jest brzydki. I przez tę brzydotę głodu, trzeba odnaleźć piękno człowieka. Więcej jeszcze – piękno Boga. I chcąc być uczciwym, muszę to powiedzieć: nie zawsze potrafię. Zmiłuj się nade mną Panie!

 

Stacja X

Jezus z szat obnażony – Nagich przyodziać

Dotarliśmy za Tobą Panie Jezu do kolejnej stacji. Zastanawiam się czy nie najboleśniejszej. Być wyśmianym, oplutym, wyszydzonym i odartym z szat i godności człowieka - któż to wytrzyma? 

Panie Jezu, stajesz nagi wobec naszych spojrzeń. Oddajesz życie za to, żeby ludzką nędzę, biedę i grzech przyodziać w Boże miłosierdzie. Stoisz bezbronny i nagi na oczach naszych i całego świata. Panie! Ukradliśmy ci szatę, a Ty oddałeś nam także płaszcz. Spoglądając teraz na Ciebie zauważamy w nas nagłą potrzebę: spojrzenia w głąb siebie bez masek, duchowego obnażenia wobec nas samych. Ogołocić się z pokusy pokazywania się lepszymi niż jesteśmy, w poszukiwaniu szczerości i przejrzystości.

Odarcie szat pokazuje nam realność́ wezwania, by nagich przyodziać́. Tak wielu jest wokół nas naprawdę̨ ubogich, ale również̇ odartych z godności, dobrego imienia, prawdy. Nieraz bardzo trudno nam podjąć́ decyzję o wsparciu i obronie osoby niepopularnej w środowisku, o mówieniu prawdy, która jest niewygodna. Czasami sami odzieramy z godności drugiego człowieka niejednokrotnie i we własnej rodzinie. Na ile troszczymy się̨ o poszanowanie dobrego imienia tych, z którymi przebywamy na co dzień́. Czy lekceważącym słowem, złośliwym dowcipem, pustą krytyką nie odzieramy ich z godności?

Czyż nie obnażamy się w małżeństwie kiedy się pokłócimy i próbujemy wtedy obnażyć współmałżonka. Obgadujemy go przy innych ludziach, nawet w rodzinie, a także w pracy. Wytykamy sobie nawzajem błędy, czasem przez nas samych urojone i wynikające z nierozumienia siebie nawzajem. Padają osądy, wymówki i pretensje, oskarżenia, ironie i złośliwości.  Współmałżonek obnażony ze swoich słabości przed innymi, a nawet tylko we własnym małżeństwie, jest jak Ty Panie Jezu obnażony ze swoich szat. 

Jak trudno nam stanąć w obronie dziecka poczętego, które krzyczy: chcę żyć! Pragnę tego jak nikt na świecie. Mamusiu, gdybyś zechciała mnie zobaczyć, gdybyś choć odrobinę mnie kochała… Gdybyś spróbowała zawalczyć o mnie… Nie bój się obnażenia. To naprawdę jest nieistotne, że ktoś będzie śmiał się z tego, że znowu zaokrąglił ci się brzuszek, że będziesz miała kolejne dziecko. Ja ci to później wszystko wynagrodzę. Gdybyś poczekała jeszcze chwilkę… przeżywałabyś niepojętą radość z mojego narodzenia. Tatusiu, chciałabym, abyś ty też doświadczył tej radości. Dlaczego mnie nie chcecie…?
Niestety nikt na ziemi nie usłyszał tego dziecka śmiechu. Nikt nie stanął w Twojej, Panie Jezu, i jego obronie…

Każda nagość jest wołaniem o miłość – kochaj mnie, przytul mnie, zobacz we mnie człowieka bezradnego, głodnego i poniżonego.
Wielokrotnie chcielibyśmy ukryć swoj  prywatne sprawy? Nie mamy prywatnego życia. Nasze najbardziej osobiste sprawy są własnością wspólną, społeczną i przynoszą społeczeństwu dobro lub zło: zależy to od tego, co ukrywamy i kim jesteśmy. Świat chce poznać całą, nawet bolesną naszą prawdę. Po naszym odejściu z tego świata ludzie, będą wydobywać okruchy pozostałe po nas, będą badać i zbierać listy, notatki, zapiski. Niekiedy są one tak straszne, że nawet najbardziej cyniczni ludzie mówią: - Nie, nie godzi się tego publikować, nie godzi się tego drukować; to już stanowczo za dużo. Nie myśleliśmy, że aż tak wygląda jego prawda.

Panie Jezu Daj nam przezwyciężyć lęk wobec wydarzeń życiowych, które nas obnażają i pozostawiają nagimi. Daj nam przyodziać się w nowego człowieka naszego Chrztu, byśmy potrafili nagich przyodziać.

 

Stacja XI 

Jezus przybity do Krzyża – Darować winy

Oto jesteśmy z Tobą, Panie, na Golgocie. Gwoździe są już przygotowane. Za chwilę kaci przystąpią do brutalnej ceremonii. Przekłują Twoje dłonie i stopy, przytwierdzając je do drzewa krzyża. Z Twoich ran wypłynie krew i woda.To przez nie dokonuje się Odkupienie ludzkości.

Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ileż razy codziennie przybijamy do krzyża Jezusa obecnego w drugim człowieku. Każde kłamstwo, obmowa, złośliwość, kłótnia jest przybiciem Chrystusa do krzyża. Nie mamy czasu dla współmałżonka i dziecka, nie interesujemy się życiem swojej rodziny, odnosimy się do siebie bez należnego szacunku, nie okazujemy sobie wzajemnej życzliwości, uchylamy się od prac domowych, niszczymy swoje zdrowie przez nałogi, dajemy zły przykład naszym dzieciom, zaniedbujemy modlitwę, szukamy swoich własnych korzyści. Jakże często wbijamy gwoździe w serce drugiego człowieka, którego przecież kochamy. Jak często przybijamy do krzyża Jezusa brakiem wybaczenia bliźniemu. Jak często nie potrafimy okazywać miłosierdzia.

Jezus na Krzyżu modlił się za swoich oprawców słowami: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23,34), zaś skruszonemu łotrowi wyznał: Dziś będziesz ze mną w raju (Łk 23,43). Wpatrujemy się w Ciebie, Panie Jezu, w źródło naszej miłości małżeńskiej. Tylko z Tobą jesteśmy zdolni przyjąć i przeżyć każde cierpienie naszego życia, które jest dla nas wezwaniem do większej miłości. Jezu miłosierny, naucz nas chętnie darować krzywdy i urazy, zwłaszcza te, które wyrządzili nam najbliżsi. Nic tak nie boli jak gwoździe wbite przez małżonka, rodziców, rodzeństwo, przyjaciół, tych których tak bardzo kochamy.

Jezu, którego związały z krzyżem nie swoje, lecz nasze winy, Jezu, któremu nie okazano miłosierdzia, naucz nas prawdziwie przebaczać i o przebaczenie prosić. Naucz nas Panie błogosławić a nie złorzeczyć.

 

STACJA XII  

Śmierć Pana Jezusa na krzyżu - Więźniów pocieszać

Panie Jezu, znasz to cierpienie. Ciebie także wtrącono do więzienia, wyśmiewano i bito. A przecież byłeś niewinny. Na pewno także doświadczałeś tych ludzkich uczuć – bólu, samotności, niepewności i strachu. Ale zrezygnowałeś ze swojego dobra – dla dobra innych. Twoja śmierć – przyniosła nam życie.

A czy ja sam, nie zamykam siebie w więzieniu grzechu? Czy przez swój egoizm, brak cierpliwości i zrozumienia, nie stwarzam więzienia dla mojego współmałżonka, dla mojej rodziny, moich bliźnich? 

Jezu, przez uleganie pokusom i trwanie w grzechu, odsuwam się od Ciebie, a strach i poczucie beznadziejności zamyka mi oczy na Twoje otwarte ramiona i serce. Ty pragniesz mnie przytulić, pocieszyć i uleczyć z moich słabości i grzechów. 

Panie, dodaj mi siły, by uczynić ten krok - oczyścić się w sakramencie pojednania i dzięki Twojej łasce na nowo stać się Dzieckiem Bożym. Naucz mnie umierać dla siebie, po to aby w moim małżeństwie, rodzinie, coraz bardziej objawiała się miłość. Naucz mnie rezygnować z tego, co dobre dla mnie, na rzecz tego, co dobre dla mojego współmałżonka, mojej rodziny, moich bliźnich.

 

Stacja XIII

Chrystus Jezus zdjęty z krzyża - Modlić się za żywych i umarłych

Ciało Chrystusa Jezusa zdjęte z krzyża. Czas męki i śmierci zakończony. Oto ciche, najbardziej ukryte zwycięstwo Pana. Oto Osoba okryta hańbą, zwyciężona przez zło, zwyciężona przez śmierć. Taki miał być koniec. Ilu z nas przeżyło już śmierć swoich bliskich?

-    Już się nic nie da zrobić. To koniec. Słyszałeś to nie raz.

Czy naprawdę nic się nie da zrobić? Przecież to nie jest koniec. Ciało Chrystusa nie pozostało w grobie. Nasz Pan zmartwychwstał jako pierwszy z nas. Zwyciężył śmierć przechodząc przez nią. Jeśli tak, to śmierć nie jest końcem. Czy my jesteśmy świadkami dalszego życia tych, co odeszli i co odchodzą? Czy jesteśmy świadkami ich Nowego Życia, czy tylko ich śmierci? Jak wielu jest braci wokół nas, którzy żyją z myślą o stracie, o końcu, beznadziejnym końcu?

-    Czy wiesz, że możesz zrobić coś dla swojej mamy?
-    Dla mojej mamy? Przecież ona nie żyje. Już 20 lat, byłam wtedy mała.
-    To prawda, zmarła, ale istnieje, żyje i czeka na twoją pomoc.
-    Nigdy tak o niej nie myślałam. Co mogę dla niej zrobić?
-    Wołaj do Boga, o pomoc dla niej, ofiaruj za nią Komunię świętą, ofiaruj odpust zupełny, a będzie mogła ci kiedyś za to podziękować.
-    Dlaczego nikt mi o tym wcześniej nie powiedział.

Dlaczego wszyscy wychodzimy z Mszy św. odpustowej, bez pamięci, aby wypełnić warunki otrzymania odpustu? Dlaczego zapominamy, że możemy pomóc braciom po drugiej stronie.

Módlmy się za zmarłych. Pamiętajmy o pomocy dla nich, tak jak będziemy pragnęli, by o nas pamiętano. Módlmy się za żywych, nieustannie. Tylu z nas żyje w zagubieniu i cierpieniu. Tyle cierpień duchowych i cierpień ciała wokół nas. Pomagaj, podłączaj braci do Źródła Życia. Nieważne, czy są twoimi przyjaciółmi. Ważne, że są dziećmi kochającego Ojca. I pamiętaj, że nie twoja modlitwa jest celem, a celem jest Bóg, który przez modlitwę może stać się Darem dla innych.

 

Stacja XIV

Jezus złożony do grobu - Umarłych pogrzebać

Chrystus nie miał miejsca, gdzie mógłby być pochowany. Nawet ten, co wskrzeszał umarłych, potrzebował po śmierci pomocy. Pewien przyjaciel, Józef z Arymatei, oddał mu swój grób. Co więcej, udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Józef i Nikodem nie pytali, po co tracić czas, po co marnować miejsce, po co wydawać pieniądze na wonności.

Mało jest tak życiowych spraw, jak śmierć i tak ludzkich, jak martwe ludzkie ciało. Dlaczego należy dać godny pochówek ludzkiemu ciału? Dlatego, że ludzkie ciało było mieszkaniem Ducha Świętego. Wszyscy jesteśmy świątyniami Ducha Świętego (1 Kor 6,19).

Uczynek miłosierdzia - umarłych pogrzebać - pomaga nam podążać drogą do Nieba, bo dzieła miłosierdzia czynią podobnymi do Jezusa, naszego wzoru, który nam osobiście pokazał, jakie ma być nasze postępowanie wobec innych.

Jezu miłosierny, naucz nas szacunku do umarłych, naucz nas umarłych grzebać, zachowywać po zmarłych pamięć. Błogosław pracującym na cmentarzach, w krematoriach, w kostnicach i domach pogrzebowych. 

Jezu, Słowo które stało się Ciałem, naucz nas miłości wobec ciała, za jego życia i po jego śmierci.

 

 

Kategoria: