Rozważania Drogi Krzyżowej w Glinnej w dniu 1.04.2017

 

Stacja I 
Jezus na śmierć skazany

Piłat (...) powiedział do Niego: «A więc jesteś królem?» Odpowiedział Jezus: «Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu» (J 18, 37).

Panie Jezu, Ty przyszedłeś na świat, aby dać świadectwo o Twoim Ojcu i Jego Miłosierdziu. Choć jesteś Królem, przyszedłeś, by w Tobie wypełniło się proroctwo: „Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie” (Iz 53, ll b). Ci, którzy wydali Cię Piłatowi, nie posłuchali Twojego głosu, nie mogli znieść Twojej nauki. Postanowili zabić Cię, tak jak ich przodkowie zabijali proroków. Piłat stanął z Tobą twarzą w twarz. Mógł okazać ludzkie miłosierdzie oskarżonemu, o którego niewinności był przekonany: „Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: «Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy» ”( J 19, 4 ). Pomimo to zląkł się gniewu Żydów, zląkł się gniewu cezara. Skazał Ciebie na śmierć krzyżową.

Panie Jezu, nie dozwól abyśmy odmówili komuś zwykłego ludzkiego miłosierdzia. Niech Twoje Miłosierdzie będzie mocą naszej odwagi.

 

Stacja II 
Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Bierze na siebie nasze grzechy i słabości. Bierze każdego z nas na siebie, oddaje się nam nie na chwilę, ale aż do śmierci, do końca.  Jezus wziął krzyż, bo wiedział, że będzie to znak zwycięstwa. 

A mnie tak trudno dźwigać krzyż codzienności w moim małżeństwie, rodzinie. Tak trudno wysłuchać siebie, zrozumieć, przebaczyć... Czy naśladuję Jezusa w przyjmowaniu krzyża? Mój małżonek jest dla mnie nie tylko oparciem, ale i krzyżem. Czy jestem gotów przyjąć moją żonę, mojego męża w ten sposób?  Czy jestem w stanie nieść  z miłością ten krzyż aż do końca?

Jezu, dźwigający cierpliwie Krzyż krzywdy, pomóż wszystkim małżonkom i rodzicom trwać w miłości, gdyż jedynie wtedy mogą sobie oni poradzić z każdym krzyżem. Także z tym krzyżem, który małżonkowie, rodzice czy ich dzieci sami sobie nakładają na skutek własnych słabości i grzechów.

Jezu ufam Tobie. Ufam, że mój krzyż jest na moją miarę, że jestem wstanie go udźwignąć.

 

Stacja III 
Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem

Jezus zachwiał się i upadł na oczach swojej matki i uczniów. Ciężar krzyża przerósł Jego ludzkie siły i możliwości, a przecież wiele razy w ich obecności czynił cuda, odpuszczał grzechy i przekonywał o tym, że jest Synem Bożym. A teraz On - Wszechmocny Bóg, upada. 

Każdy z nas jest człowiekiem słabym. Każdy z nas upada wielokrotnie. Pomoc Boga nie chroni od upadków. Byłoby to wbrew naturze człowieka i wolności, którą Bóg nam dał.

W życie zgodnie z wolą Boga, w tzw. porządne rodziny i porządne małżeństwa również wkalkulować trzeba ryzyko upadku. Wkalkulować, to znaczy mieć świadomość, że upadek jest możliwy i zawczasu próbować sytuacje sprzyjające upadkom wyprzedzać. Ale wkalkulować, to znaczy również posiąść umiejętność powstawania z upadków. W rodzinie nie można kryć prawdy o nieuchronności upadków i trzeba budować wiarę w możliwość powstawania. Czy masz odwagę powiedzieć do swojego męża - pomyliłam się? Jak często unosisz się honorem i nie potrafisz powiedzieć swojej żonie - miałaś rację? Jak często w obecności twoich dzieci nie potrafiłeś przyznać się do popełnionych błędów? Czy potrafisz przebaczać i prosić o wybaczenie, aby naprawiać to, co zostało zepsute w relacjach w rodzinie, wspólnocie? 

Miłosierny Jezu, rozważając Twoją mękę i wpatrując się w Ciebie, który, mimo niewyobrażalnego bólu, powstajesz z upadku, wołamy o Twojego Ducha w naszych rodzinnych relacjach. Niech On, Duch przebaczającej miłości, pokona wszelkie podziały wynikające z ludzkich grzechów.

 

Stacja IV
Jezus spotyka swoją Matkę 

Miecz boleści dotkliwie przenika serce Maryi. Matka i Syn - tak blisko siebie, teraz, w drodze na  Kalwarię. Kalwarię. Spotkanie z najbliższym - cierpiącym człowiekiem. Patrzeć, jak cierpi kochana osoba i Miecz boleści dotkliwie przenika serce Maryi. Matka i Syn - tak blisko siebie, teraz, w drodze na nie umieć temu zaradzić to doświadczenie trudniejsze od każdego bólu. Ważne jest wtedy przyjazne spojrzenie, potrzymanie za rękę, wspólne milczenie. Miłość rozumie się bez słów, umie spotkać się w takim milczeniu, które widzi, dostrzega, nie jest obojętnością, ale zasłuchaniem i zrozumieniem. I to uczucie, że nie trzeba przeżywać bólu w samotności.

Czas więc może zadać sobie dziś pytanie - jaką mam relację z moją mamą? Czy potrafię ją wysłuchać i rozmawiać z nią? Czy wspieram ją w trudnościach, które dziś na nią spadają? Czy pielęgnuję schorowaną mamę? Czy może odsunąłem się od niej, nie rozmawiam z nią, nie utrzymuję z nią kontaktu? A jeśli moja mama już nie żyje - czy nawiedzam jej grób? Jeszcze dziś możesz zadzwonić do swojej mamy i serdecznie z nią porozmawiać. Jeszcze dziś możesz pojechać do swojej leżącej mamy i okazać jej miłosierdzie podając kolację, poprawiając poduszkę.

Na kartach Ewangelii Jezus mówi: każdy kto wypełnia wolę Boga - ten jest moim bratem, siostrą i matką. A więc rozejrzyj się wokół siebie.  Czy w osobach, które teraz są wokół Ciebie dostrzegasz braci i siostry w Chrystusie? Czy doceniasz to wszystko co od nich otrzymałeś podczas wieloletniej już formacji we wspólnocie? Pomyśl teraz, co w duchu miłości i miłosierdzia, dałeś w zamian?  Czy ze wspólnotą dzielisz się swoimi talentami podejmując posługę? Czy dzielisz się ze wspólnotą dobrami które posiadasz?  A więc bracie i siostro. Jeszcze dziś możesz podjąć postanowienie, że nie będziesz szukał wymówek przed posługą animatorską w kręgu. Jeszcze dziś możesz zdecydować o gotowości do podjęcia posługi pary rejonowej.  Także dziś możesz podjąć decyzję o posłudze na rekolekcjach. Wspólnota potrzebuje Twojej otwartości, Twoich talentów.  W ten sposób także wobec braci i sióstr w Chrystusie możesz okazać miłość i miłosierdzie.

Panie, dodaj sił, aby nie opanowało nas narzekanie, które nie buduje miłości; abyśmy nigdy nie uciekali przed cierpieniem bliskiej osoby, ale mieli odwagę wytrwać przy niej. Spraw, prosimy, byśmy na ścieżkach naszego  cierpienia spotykali również Maryję.

 

Stacja V 
Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Pismo Święte daje nam wiele przykładów pochwały udzielenia schronienia ludziom potrzebującym. Choćby przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, który spotkał człowieka napadniętego i pobitego przez zbójców, i zapewnił mu pobyt w gospodzie. Otwarcie się na człowieka potrzebującego jest czynem chrześcijańskiego miłosierdzia. Dzisiaj, w XXI wieku, istnieją całe sieci niezbyt kosztownych hoteli i schronisk, podczas gdy nasze mieszkania zwykle nie dysponują możliwościami przyjmowania na nocleg dodatkowych, często obcych osób. Dzisiaj także możemy mówić o wielu rozwiązaniach, często wręcz znakomitych, gdy chodzi o nasze podróżowanie. Podróżuje się już najczęściej własnym środkiem lokomocji lub dobrymi autokarami, pociągami, statkami czy samolotami.

Ale chodzi tu o coś innego - o aspekt duszpasterski, który ma towarzyszyć podróżowaniu i podróżnym. Otworzyć drzwi swojego domu dla człowieka potrzebującego, będącego w drodze, to otworzyć nań swoje serce, dostrzec jego biedę, i potrzeby bytowe i próbować im zaradzić. Bezdomnymi, których należy „w dom przyjąć”, będą też osoby chore lub starsze, niekiedy nawet może nasi rodzice czy krewni, którzy po prostu nie mogą już sami egzystować, którzy potrzebują pomocy w najzwyklejszych ludzkich sprawach. To także nasz wielki moralny obowiązek. Nie może się to odbyć bez udziału naszej wyobraźni. Zarówno tej dotyczącej konkretnego potrzebującego pomocy człowieka (co może się z nim stać, jeśli mu nie pomożemy, że to przecież samemu Panu Jezusowi pomagamy), jak i nas samych - nie można być naiwnym i narazić na niebezpieczeństwo lub krzywdę moralną siebie lub członków swojej rodziny. Po to przecież dał nam Pan Bóg rozum, byśmy czynili z niego użytek. Jednak nigdy nie powinniśmy pozostawić człowieka bez udzielenia mu pomocy.

Mamy w Polsce takie piękne przysłowie: „Gość w dom - Bóg w dom”. Tak powinniśmy przyjmować każdego człowieka - jak samego Pana Boga. Powiedzenie to nie będzie też wtedy jednostronne. Bóg przyjęty serdecznie w naszym domu odwdzięczy się nam po Bożemu. Na otwarty dom bardzo się czeka. Do takiego domu wchodzi się z zaufaniem, bo mieszkają w nim ludzie o otwartych sercach. Musimy wszak mieć głębokie przekonanie, że człowiek przybywający do naszego domu to stający przed nami Chrystus, który oczekuje okazania Mu miłości. Taka jest zasadnicza intencja tego uczynku miłosierdzia wobec ciała człowieka. Serce, ale i rozum podyktują nam odpowiedni sposób przyjęcia naszych bliźnich. Czasami potrzeba tylko dobrego słowa, wskazania właściwej drogi czy możliwości miejsca noclegowego i taka bezinteresowna pomoc już jest bardzo cenna i ważna w oczach Bożych.

Jezu, przyjmij mnie pod Twój krzyż. Naucz mnie tam prawdziwej miłości wobec bliźniego. Wyrwij z mojego serca obojętność na potrzeby innych. Niech, moje serce otworzy się na miłosierdzie. Chcę, w każdym dostrzegać Ciebie.

 

STACJA VI 
Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Kolejne spotkanie Jezusa. Tym razem jest to spotkanie przepełnione miłością.

Jest też odważnym wyznaniem wiary. W tym jednym momencie dla świętej Weroniki nie było ważne ryzyko związane z podejściem do skazańca. Przecież obok byli żołnierze, którzy mogli ją dotkliwie pobić. Nie było też ważne to, co pomyślą o niej inni. Czy będą ją wyśmiewali, czy z politowaniem będą pukać się w czoło mówiąc, że tym jednym gestem, którym i tak wiele Jezusowi nie pomogła, mogła sama skazać się na śmierć. Liczył się tylko Jezus. I Jego cierpienie. I chęć zrobienia czegokolwiek, aby Mu pomóc, aby dodać Mu sił, aby Mu pokazać, że nie jest  sam.

Zawstydzasz nas, Weroniko, Twoją wielką odwagą. Nie bałaś się stanąć w obronie godności człowieka. A może było inaczej: bałaś się zniewag i drwin, ale Twój ludzki lęk przezwyciężyłaś mocą miłości do Boga i człowieka. Dziś trzeba nam właśnie takiej odwagi, takiej bezkompromisowej postawy, by bronić prawdy o nierozerwalności sakramentu małżeństwa. Trzeba niekiedy i heroizmu, gdy narażając się na kpiny i wyśmianie a może i wrogość, na przekór światu głosimy niestrudzenie, że „miłość nigdy nie ustaje” oraz „wszystko przetrzyma”.

Jakże ważne w naszym życiu są gesty. Ten gest, to czasem zwyczajne popatrzenie w oczy współmałżonka, objęcie ramieniem i pogładzenie po plecach, uśmiech, mimo zmęczenia. Czasem jestem przygnieciony problemami, których nie mogę rozwikłać. Chcę się nimi podzielić z żoną/ mężem. Jednak gdy widzę jej/ jego zmęczenie, sam zdobywam się na ciepły gest. Ty, Weroniko, nie bałaś się stanąć w obronie prawdy o godności człowieka i właśnie ten prosty odruch wrażliwego serca tak nas zawstydza, ponieważ my nie zawsze stajemy w obronie świętych słów przysięgi małżeńskiej: „ślubuję , że Cię nie opuszczę aż do śmierci”.

Panie Jezu, pomóż nam, prosimy, zachwycić się postawą świętej Weroniki. Pomóż nam tę postawę naśladować. Panie Jezu, niech nasza rodzinna wspólnota będzie przeniknięta duchem empatii i chęci niesienia pomocy sobie nawzajem. Niech nasza rodzina będzie wspólnotą kochającą Ciebie tak mocno, jak czyniła to święta Weronika. Aby Twoje Oblicze było wyryte w naszych sercach i stało się motywacją naszych działań.

 

STACJA VII 
Jezus drugi raz upada pod krzyżem

Jezu, co czułeś kiedy upadłeś po raz drugi? Może myślałeś wtedy „Już nie mam siły, nie dojdę, chcę stad uciec, by w spokoju wyleczyć swoje rany, chcę, żeby w końcu przestało boleć?”
A co czują małżonkowie po kolejnej kłótni? Co przeżywają rodzice, gdy ich dzieci skręcają na manowce? Co myśli człowiek, kiedy problemy go przerastają i nie widać drogi wyjścia z trudnej sytuacji?
Boże, pomóż wstać i tak jak Chrystus, iść dalej.

 

STACJA VIII
Jezus pociesza płaczące niewiasty

Ten płacz był wyrazem ludzkiego współczucia. Był pociechą, która tak bardzo potrzebna jest cierpiącemu człowiekowi. Jest lżej, gdy ktoś użali się nad naszą niedolą. Jest tu jednak pewne niebezpieczeństwo. Nasze sprawy, problemy, a szczególnie nasze cierpienia, choroby, zmartwienia - są dla nas najważniejsze. Każdy z nas uważa swoją sytuację za wyjątkową.  I wówczas często zamykamy nie tylko oczy, ale i serce na problemy, cierpienia, przeżycia innych ludzi, wśród których żyjemy. Nie chcemy dostrzec ludzi może bardziej cierpiących niż my, bardziej od nas zagrożonych.

Jezus mimo ogromnego cierpienia zatrzymuje się przy płaczących niewiastach.  Zna przyszłość i patrząc na nie z miłością mówi trudne słowa „ nie płaczcie nade mną, ale nad sobą i nad synami waszymi". Naucz nas Panie mówienia trudnej prawdy bliskim i napominania z miłością i poszanowaniem godności drugiej osoby tak, by stały się prawdziwymi gestami miłosierdzia.  Zmiłuj się nad nami Panie.  

 

Stacja IX
Trzeci upadek Jezusa

Za dużo tych upadków. Jeden za drugim. I nie ma perspektyw, żeby kiedyś się one skończyły. Każde kolejne potknięcie boli coraz bardziej. „A może to jednak nie dla mnie? Może dać sobie spokój?” Może...

Upadki w grzechach nałogowych. Pewne rodzaje grzechów weszły nam w krew. Niektóre rujnują nas samych, rodzinę, wspólnotę. Odzierają nas z godności, pozbawiają siły i radości, czynią zniewolonymi.  Ale miej świadomość, że jest ktoś obok, kogo twój upadek również bardzo mocno dotyka i kto wierzy w ciebie mimo kolejnego błędu.

Kardynał Wyszyński powiedział: „Choćbyś przegrał całkowicie, zbierz się, zgarnij, zacznij od nowa! Spróbuj budować na tym, co w tobie jest z Boga”. Umiej niekiedy też sobie przebaczyć, wierząc, że możesz stać się nowym człowiekiem. Kochaj miłością wymagającą, zachęcającą do pięknego człowieczeństwa. Musimy od siebie wymagać. Najgorsza jest obojętność albo zgoda na brak sil i perspektyw. Nie popadaj w minimalizm i bylejakość. Chciej dobra i zbawienia. I działaj. Ale przede wszystkim, wpatrując się w ojca przytulającego syna marnotrawnego, okaż miłosierdzie i bądź blisko małżonka, w rodzinie. Daj następną i następną szansę. Otocz modlitwą, przekaż intencje wspólnocie. Tyle świadectw podniesienia po upadkach, cudów powstania z niemożliwego. Również dzięki modlitwie. Jezus jest w stanie to podnieść.

Panie Boże, możesz wszystko, daj mam silę i odwagę, tylu dobrych ludzi wokół, żebyśmy nie byli sami w naszej walce lub walce o innych.

 

Stacja X
Jezus z szat obnażony

Nie wystarczyło, że Jezus został skatowany. Poza cierpieniem fizycznym zgotowano mu także psychiczne. Jego elementem miało być upokorzenie Jezusa przez odarcie Go z szat.

My także doskonale wiemy, że ból psychiczny jest trudniejszy do zniesienia niż ten fizyczny. Jakże często wiedzę tę wykorzystujemy przeciwko osobom nam najbliższym. Jako małżonkowie doskonale znamy swoje upadki i w chwilach nieporozumień tak łatwo wracamy do tego, co wydawało się już zapomniane. Żona wypomina mężowi jego pomyłki, a mąż obnaża żonę z jej słabości. I nie tłumacz się, że to pod wpływem emocji i zdenerwowania, bo rana zadana drugiemu człowiekowi pozostaje.

Jezu Chryste, obnażenie z szat: to największy ból dla Ciebie, bo Ty jesteś cały święty i cały czysty. Oburzamy się na tamtych okrutnych żołnierzy sprzed dwóch tysięcy lat. Ale przecież chyba nikt z nas nie jest bez winy. Pośród nas są tacy ludzie, którzy obnażają swoich bliźnich z sekretów i przeżyć, które ktoś im zawierzył. Są takie kobiety, które obnażają bliźnich z godności i radości życia poprzez plotkowanie i oczernianie. Są tacy mężczyźni, którzy obnażają swoich bliźnich jeszcze bardziej okrutnie, gdyż patrzą na drugą osobę z pożądliwością zamiast z miłością, oglądają pornografię czy przymuszają kogoś do prostytucji. Traktują drugiego człowieka nie jak osobę, lecz jak przedmiot, którym można się dowolnie posługiwać, jako narzędzie służące zaspakajaniu popędu. Tak budowana jest okrutna cywilizacja, która z kobiety czyni jeden z najczęściej sprzedawanych towarów.

Jezu, z szat obnażony i przeżywający niewyobrażalne dla nas cierpienie, przypominaj wszystkim kobietom i mężczyznom o tym, że każdy z nas jest świętością, jest Twoim Dzieckiem, jest skarbem bezcennym w Twoich oczach i że nieczystość to wyjątkowo okrutny przejaw pogardy dla człowieka. 

 

Stacja XI
Jezus przybity po krzyża

Doszliśmy i stoimy pod krzyżem. Do tego krzyża przybity jest Jezus. Ten krzyż to gwoździe, krew, ból, cierpienie. I jest tego w moim otoczeniu, w rodzinie, w małżeństwie, w świecie - sporo, wydaje się że coraz więcej. I przyzwyczajam się do tego. Przyjmuję to coraz częściej za normalność. Abym zareagował, dawka musi być coraz silniejsza.

Przybijam Jezusa do krzyża mojego życia małżeńskiego,  rodzinnego i społecznego gwoździami pychy, egoizmu, zaniedbań, oskarżeń, niezgody, fałszu.  A On swoim miłosierdziem zmienia ten krzyż w moje zbawienie.

 

Stacja XII 
Jezus umiera na krzyżu

A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha.

Koniec, wszystko się skończyło, a miało być Królestwo Boże, odrodzenie wielkości narodu żydowskiego, zbawienie. A tu wszystko się skończyło. Jezus umarł ukrzyżowany, jak bandyta. Ilu uczniów słysząc słowa „wykonało się” zastanowiło się nad ich sensem, ich znaczeniem? Ilu zrozumiało, jak wielkie znaczenie mają w historii zbawienia? Ta wiedza przyszła później, później zrozumieli ogrom miłości Jezusa i potęgę Jego miłosierdzia.

Ile razy w naszych małżeństwach, małżeństwach naszych bliskich, czy w ogóle w innych małżeństwach wydaje się, że to już koniec, że małżeństwo umarło, że już dłużej ze sobą nie da się wytrzymać, nie da się wspólnie żyć. Zadany sobie nawzajem ból i zranienia wydają się nie do zniesienia. Niektórzy mówią: „Czas na rozwód, mam dość takiego życia, ułożę je sobie na nowo, bez bólu, wzajemnych upokorzeń czy wymówek”. Inni mówią: „ Jak tylko odchowamy dzieci, rozstaniemy się, teraz nie będziemy ich ranić”.

Trzeba jednak spojrzeć na Krzyż, na konającego Chrystusa. Wykonało się - wszystko: przyjęcie niesprawiedliwego wyroku, cała droga krzyżowa, znoszenie obelg, ciosów, odrzucenie przez naród wybrany, upadki, ale przede wszystkim podnoszenie się z nich, umiejętność przyjmowania pomocy od Weroniki, od Szymona, spotkanie z Matką. To wszystko pełne miłości i na koniec słowa „wykonało się” - wykonała się ofiara miłości, ofiara miłosierdzia.

Na ile my w naszych małżeństwach, w naszych rodzinach umiemy czerpać z miłości, którą obdarowuje nas Bóg, której ogrom pokazał Jezus umierając za nas na Krzyżu? Na ile potrafimy się nią dzielić, w naszych małżeństwach, rodzinach, wspólnotach? 

Czy umiem w trudnych chwilach mojego małżeństwa, nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy już mamy siebie dość, spojrzeć na Krzyż i powiedzieć żonie, mężowi „Kocham cię”? „Kocham cię, bo jest nam trudno. Kocham cię, bo się poraniliśmy.  Kocham cię, bo sprawiłaś mi ból.  Kocham cię, bo mnie zlekceważyłeś. Kocham cię, bo trwasz przy mnie, gdy mi się świat wali. Kocham cię, bo mnie pocieszasz, gdy jest mi smutno. Kocham cię, bo...? Po prostu kocham cię, bo jesteś moją żoną, kocham cię, bo jesteś moim mężem”.

Jezus umarł z miłości. Czy ja potrafię z miłości przebaczyć mężowi, żonie, dzieciom, innym osobom? Czy potrafię przyjąć tę miłość i przebaczenie? Czy potrafię siłą sakramentu małżeństwa, siłą miłości umrzeć w swoim JA i zacząć po raz kolejny żyć MY?  

 

Stacja XIII 
Jezus zdjęty z krzyża

Kiedy Ciało Jezusa zostaje zdjęte z Krzyża i złożone w ramionach Matki, staje nam przed oczyma chwila, w której Maryja przyjęła pozdrowienie Gabriela:„Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz Imię Jezus... a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca Dawida...a Jego Panowaniu nie będzie końca (Łk 1,31-33).
Maryja powiedziała tylko : „Niech mi się stanie według twego słowa”(Łk 1,38) - jakby już wtedy chciała wyrazić to, co teraz przeżywa. Oto trzymając w swych dłoniach martwe Ciało Jezusa, zdaje się wciąż wołać do nas : „Nie krzyżujcie już więcej w waszych sercach mego Syna !”  
Trwałe małżeństwo i szczęśliwa rodzina to najpewniejszy sposób na to, by było jak najmniej krzyży w naszym życiu i by każdy krzyż kończył się w ramionach Twojej Jezu i naszej Matki. 

Charakterystycznymi dla chrześcijańskiego, a więc także małżeńskiego i rodzinnego życia są przy tym nade wszystko uczynki miłosierdzia co do duszy i co do ciała. W życiu w uczynkach miłosierdzia konkretyzuje się kultura miłości, one stanowią pierwotny i twórczy wyraz chrześcijańskiej miłości. Chrześcijańska kultura miłości, praktykowana w odniesieniu do innych ludzi, to uczynki miłosierdzia, to również wszelkie inne dobro okazywane bliźnim, to również apostolstwo i ewangelizacja. 

„Miłość miłosierna jest jak najbardziej niezastąpiona pomiędzy tymi, którzy są sobie najbliżsi, pomiędzy małżonkami, rodzicami i dziećmi, pomiędzy przyjaciółmi”.  Wartości zogniskowane na miłości, układające się w pewien system, stanowią nie tylko podstawę życia małżonków, ale w procesie wychowania powinny zostać przekazane dzieciom. Jedną z takich wartości jest miłosierdzie. Ważną sprawą wydaje się być uświadomienie rodzinie chrześcijańskiej odpowiedzialności za wychowanie do miłosierdzia. To rodzice, przy pomocy słowa i przykładu, winni być dla swych dzieci zwiastunami wiary i pielęgnować właściwe każdemu z nich powołanie, polegające między innymi na tym, że mają być dla siebie nawzajem i dla swoich dzieci świadkami wiary i miłości Chrystusa. Taka postawa rodziców budzi w dzieciach poczucie odpowiedzialności za więź z Bogiem, ale też za relację z najbliższymi. Istotą, bowiem małżeństwa i rodziny jest miłość, która zakłada bezinteresowny dar z siebie.

W XXI wieku wmawiamy sobie, że my ludzie, możemy mieć lepsze pomysły od Ciebie Matko na miłość między kobietą i mężczyzną, na małżeństwo i rodzinę, na przekazywanie życia i na wychowanie młodego pokolenia. To z naszej winy nie jest możliwe uniknięcie w doczesności cierpienia i krzyża. Na szczęście myśmy się już przekonali o tym, że Twoja miłość Matko Miłosierdzia jest silniejsza od każdego krzyża i od każdego cierpienia. Gdy trwamy w miłości, wtedy doświadczamy niespodziewanej radości, która jest czymś więcej niż dobrym nastrojem i której nie tracimy nawet wtedy, gdy przychodzi się nam mierzyć z trudami życia. 

Matko Miłosierdzia. Przez ten miecz boleści, który przebił Twe Serce, kiedy patrzyłaś na umęczone Ciało Pana Jezusa, proszę Cię o Miłosierdzie dla tych, którzy wcale nie spodziewają się go otrzymać.  Pomóż rodzinom, które borykają się z trudnościami na drodze realizacji powołania małżeńskiego i rodzicielskiego. Pomóż nam i wszystkim, których przygniata grzech.

 

Stacja XIV 
Złożenie ciała Jezusa w grobie

Cisza grobu. W tej ciszy każdy może usłyszeć coś innego. Coś, co szczególnie zajmuje jego serce: tęsknotę, żal, wyrzuty sumienia, rozpacz, ulgę...

Co czujemy, stojąc u grobu Chrystusa? O czym myślimy, uświadomiwszy sobie, że oto wszystko się dokonało - nasze zbawienie stało się faktem. Mamy otwartą drogę do nieba. Trzeba tylko na nią wejść i iść. Drzwi są otwarte, ale droga jest wyboista i kręta. Trzeba uważać, żeby z niej nie zboczyć. Łatwiej jest iść razem, trzymając się za ręce, dodając otuchy tym, którzy słabną, podnosząc upadających, pocieszając zrezygnowanych.

Panie Jezu, przez swoją mękę i śmierć, dokonałeś tego, co najtrudniejsze - otworzyłeś drzwi prowadzące do życia wiecznego dla każdego z nas. My musimy tylko iść po Twoich śladach, wiernie i cierpliwie. Dziękujemy Ci za nasze  rodziny i za nasze małżeństwa. Dziękujemy, że możemy iść razem, wspierając się i umacniając. Błogosław nam na tej drodze. Sakrament małżeństwa jest drogą, na której dwoje ludzi ma wspierać się wzajemnie w dążeniu do świętości. Ktoś kiedyś powiedział, że albo i mąż i żona trafią do nieba, albo żadne z nich tam nie trafi. W małżeństwie mąż i żona powinni uświęcać nie tylko siebie, ale także współmałżonka.

Jezu, który zmartwychwstajesz i opuszczasz grób, gdyż jesteś wieczną miłością, przypominaj nam o tym, że każde społeczeństwo, które walczy z rodziną, składa samo siebie do grobu egoizmu i rozpaczy. Przypominaj nam o tym, że każdy, kto walczy z miłością małżeńską i rodzicielską, uśmierca w sobie i w innych ludziach to, co nadaje sens naszemu życiu, czyli radość z bycia darem dla tych, których kochamy najbardziej. 

Kategoria: