Rekolekcje z małymi dziećmi - jechać czy czekać?

 

Oaza Rodzin II stopnia (12-28.07.2016 Mrzeżyno)

Mamy trójkę dzieci – siedem, dwa i pół i jeden rok. Z zazdrością patrzę na rodziny, których dzieci siedzą grzecznie w Kościele, bawią się jednym samochodzikiem na spotkaniu i chodzą spać o 20.00. Nasze dzieci nie siedzą właściwie wcale. Zaczynają chodzić mając dziewięć miesięcy i tak już zostaje. Po zeszłorocznym ORARze I stopnia obiecaliśmy sobie: nigdy więcej z małymi dziećmi na rekolekcje. Pamiętałam o tym do stycznia, kiedy to małżeństwo z naszej parafii z podekscytowaniem opowiadało, że pojadą na rekolekcje znów do Mrzeżyna, bo wszystko jest tam fantastyczne (Angelika, Jacek dzięki!). Wkradła mi się myśl: Mrzeżyno… Ośrodek tuż przy morzu, jakby jakoś przetrwać pół dnia, to potem 3 godziny dzieci będą na plaży. Może nawet chodziłyby spać o normalnej godzinie. Praca nad namówieniem męża nie trwała długo. Dorzucił wspaniały pomysł, aby zaprosić rodziców na wspólne wakacje. W pierwszym momencie wystraszeni dziadkowie odmawiali bojąc się, że mają się gdzieś z nami modlić. Kiedy wyjaśniliśmy, że znajdziemy im osobny nocleg, a tylko czasem pobawią się z wnukami, zgodzili się.

Mimo takiego zaplecza, pierwsze dni były trudne. Maluchy nie chciały iść z dziadkami. Prosiłam Pana Boga o jedno, żeby tak chociaż na kręgu być z mężem razem. Nasz 11- miesięczny syn jak w zegarku o 10.00 zasypiał, kiedy to rozpoczynał się krąg. Jak to możliwe? Reszta dnia mijała w trudach: pieluchy zmieniane w biegu, wymienianie się w kaplicy, karmienie dzieci, a potem samemu jedzenie zimnego obiadu. Kulminację zmęczenia przeżyłam w dzień tajemnicy śmierci Pana Jezusa. Na drodze krzyżowej przypadła nam stacja przybicia do krzyża. Treść rozważań mieliśmy napisać sami. Czytając o moich gwoździach na tym wyjeździe, trójka naszych dzieci płakała. Najstarsza, bo chciała nieść krzyż, maluchy, bo chciały być u mnie na ręku i trzymać mikrofon. W pokoju powiedziałam mężowi, że wstydzę się wyjść do ludzi. Moje emocje czuła prowadząca rekolekcje Ewa. Mimo, że wcześniej nie rozmawiałyśmy dużo, dostałam od niej wsparcie.

Siły wróciły w dniu zmartwychwstania. Nowa część rekolekcji zaczęła się od spowiedzi i wspaniałego dialogu. Jak to możliwe, że na rekolekcjach dialogi są tak inne od tych w domu? Ostatnie dni rekolekcji to pobyt bez babć, nagle nasze maluchy przełamały się (a może to my się przełamaliśmy). 18-latek z diakonii bawił się z naszym 11-miesięcznym synkiem, słyszałam w trakcie spotkania jak się śmieje grając w piłkę i  ledwo powstrzymywałam łzy (dziękuję Piotrek). Tuż przed dniem wspólnoty Ewa i Andrzej zaproponowali, byśmy dali świadectwo. Byłam pewna, że odmówimy, przecież jak to miałoby wyglądać, tak jak droga krzyżowa? Powiedziałam o tym mężowi, a ten chwilę później szepnął mi na namiocie spotkania: „Nie mogę się skupić, bo układam w myślach co powiem”. Jak to możliwe?

Wszystkim mamom chcę powiedzieć jedno, było warto. Pominęłam wiele aspektów. Piękno liturgii które odkrywałam, wspaniałą modlitwę małżonków i modlitwę wstawienniczą. Czuję jednak, że powinnam to napisać. Myślę, że mając małe dzieci można potrudzić się i znaleźć takie rekolekcje, które pomogą nam godzić potrzeby dzieci i nasze. Na mapie ośrodków rekolekcyjnych chcę zwrócić uwagę na dwa miejsca. Korbielów – dom rekolekcyjny z kaplicą, stołówką, świetlicą, salą konferencyjną. Obok domu przestrzeń, piękne tereny, plac zabaw, kościół, a w okolicy atrakcje na każdy dzień, góry i jeziora. Mrzeżyno – do morza kilka kroków, diakonia wychowawcza dla dzieci w każdym wieku, miejscowość nieduża i niezbyt zatłoczona. Mimo zalet poszukiwania wspaniałych miejsc rekolekcyjnych, jest tego jedna wada. Zazdroszczę małżeństwom diecezji szczecińskiej tego, że mogą się czasem ze sobą spotykać podczas  dni wspólnoty.

Po rekolekcjach staram się śmielej prosić Pana Boga też o rzeczy małe i codzienne. Nie pytam już jak to możliwe, przecież wiem czyja to zasługa.  Dziękuję Ci Panie Boże za to, co mam.

Emilia
diecezja toruńska

Kategoria: