Przyszedł mimo drzwi zamkniętych

 

Oaza Rodzin I stopnia (2010 rok)

Przyjechałam na te rekolekcje OR I stopnia do Mrzeżyna z wielkim bólem w sercu i ogromnym cierpieniem. Zawsze starałam się być blisko Boga, ale w praktyce dnia codziennego różnie mi to wychodziło. Wydawało mi się jednak, że nie ma takiej rzeczy, która jest w stanie odłączyć mnie od Boga.

 Niestety, okazało się, że łatwo jest kochać Pana, gdy jest się na górze Tabor, łatwo w zachwyceniu mówić dobrze, że tu jestem. Trudniej towarzyszyć Chrystusowi na górze Kalwarii. Gdy poznasz smak prawdziwego cierpienia, samotności i opuszczenia, bolesnego doświadczenia, wtedy pojawia się bunt, żal, pretensje do Boga i tak trudno wtedy przyjąć ten kielich goryczy. Decyzja o udziale w rekolekcjach w przypadku mojej rodziny to była próba powierzenia na nowo swej drogi Panu z pokorą i miłością przez osoby, które boleśnie doświadczyły swojej ograniczoności, niewystarczalności i słabości. Kiedy po długiej drodze stanęłam w progach domu rekolekcyjnego w Mrzeżynie nie liczyłam na jakieś wielkie przeżycia, bo wydawało mi się, że nic już nie jest w stanie mnie zdziwić, miałam jednak nadzieję, że rekolekcje pomogą mi na nowo uporządkować moje życie, odzyskać spokój serca i obudzić uśpioną nadzieję. Pragnęłam doświadczyć wspólnoty, choć jestem osobą, która dobrze funkcjonuje również w samotności, jednak dziś już wiem, że wspólnota może naprawdę pomóc w drodze do Boga i wesprzeć twe siły, wtedy gdy jest szczególnie ciężko.

Gdy przyjmowałam Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela podczas pięknej ceremonii w Kościele nie doznałam żadnych nadzwyczajnych emocji, pomyślałam sobie, że nie chcę nawet niczego czuć, pragnęłam tylko, aby ten dzień, ta chwila naprawdę mnie odmieniła, abym odtąd powierzając Bogu wszystko (swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość) potrafiła w życiu codziennym realizować jego wolę, nie tylko wtedy gdy jest przyjemnie i dobrze, ale zwłaszcza wtedy, gdy jest ciężko i nie widać nawet jednego promyka słońca na zachmurzonym niebie życia. Trudno wprost opisać wszystkie doświadczenia i przeżycia tych rekolekcji, każdy dzień dostarczał pod dostatkiem różnych emocji, wzruszeń, a wspólnota ducha, która się wytworzyła między uczestnikami wzmocniła moją słabą wiarę. Kolejny raz okazało się, że Ten który przyszedł do uczniów mimo drzwi zamkniętych, potrafi także przyjść do ściśniętych i zamkniętych cierpieniem serc, jeżeli tylko, choć trochę tego zapragniemy. Wielkie wrażenie wywarły na mnie genialne w swej prostocie słowa, które usłyszałam na szkole modlitwy; Panie Boże ty kochasz mnie nie dlatego, że jestem dobra, ale dlatego, że jestem dzieckiem –Twoim dzieckiem. Gdy na polecenie kapłana powtarzałam w duchu te słowa, to odczułam wielki spokój i jakieś niewyobrażalne wręcz uniesienie ducha, choć nie jestem osobą skłonną do wzruszeń i raczej dość ostrożnie podchodzę do tego typu emocji, czułam się wręcz jak ,,wniebowzięta”, po prostu szczęśliwa, bo do tej pory czułam się tylko zła i niegodna Bożej miłości, gdyż w chwilach rozpaczy wygadywałam różne złe słowa, nie potrafiłam pogodzić się z wolą Bożą i złe były moje czyny, a On powiedział do mnie, że jego miłość jest bezwarunkowa i na nią się nie zasługuje, ona po prostu jest, usłyszałam i zrozumiałam, że Pan Bóg nigdy nie wycofuje swojej miłości i żebym po prostu się jej poddała i nie blokowała dłużej swego serca.

Jestem również przekonana, że Bóg ma dla każdego z nas wspaniały plan, a kiedy z naszej winy coś go zakłóci i nie będzie już możliwa jego całkowita realizacja, to Pan Bóg przygotuje nam kolejny, równie piękny i wspaniały, przecież dla niego nie ma nic niemożliwego i żadne ludzkie działanie nie może unicestwić Bożych planów względem nas. Bardzo przeżyłam też adorację, która odbywała się w godzinach wieczornych i nocnych. Dla mojej rodziny czas wyznaczony na trwanie przed Bogiem przypadł w samym środku nocy. Trudno słowami opisać całą atmosferę tego spotkania; spokój, cisza, migoczące światła świec, a w tym wszystkim ja, mój mąż i Jezus. Tak rzadko mamy okazję razem być przed Bogiem, zawsze nam tego brakuje, z uwagi na charakter pracy męża, często nasza modlitwa małżeńska jest bardzo ograniczona a modlitwa rodzinna to po prostu tylko modlitwa moja z dziećmi. Wpatrywałam się w Pana i zrozumiałam, że w moim sercu jest wiele niepotrzebnego lęku, obaw i że choć staram się i w życiu codziennym znaleźć dla Niego czas, to jednak wciąż troszczę się i zabiegam jak ewangeliczna Marta o zbyt wiele, a przecież tak naprawdę potrzeba tylko jednego - miłości. Nie mówiłam nic, prawie wcale, a jednak te pół godziny upłynęły mi w mgnieniu oka. Na pożegnanie dotknęłam się monstrancji jak brzegu sukni Pana i pomyślałam, że zapamiętam te cenne chwile, gdy po powrocie do domu wpadnę w wir codziennych spraw i będzie mi trudno znaleźć czas na dłuższą modlitwę, refleksję, lub gdy znów dopadnie mnie niepokój, to wtedy wrócę pamięcią do tych chwil, by nabrać sił do dalszego trwania i ciągłego zaczynania od nowa. Proszę Boga tylko o to, by pomógł mi w pełni Mu zaufać i obdarzył mnie wytrwałością, której niestety mi brakuje. Mam niewątpliwie wiele dobrych chęci, ale pod wpływem trudnych doświadczeń łatwo się załamuję i dlatego absolutnie nie mogę liczyć na własne siły. Stąd aby dobrze świadczyć o Bogu i Jego miłości potrzebuję mocy z wysoka płynącej, ze stałego wsłuchiwania się z uwagą w Jego słowa i korzystania z sakramentów.

Rekolekcje dostarczyły nam nie tylko wielkich duchowych przeżyć, ale i dobrego, radosnego wypoczynku w towarzystwie życzliwych, wesołych i pogodnych osób, wśród których zdecydowanie wiódł prym ks diakon Maciej. Pomimo rozlicznych zajęć wypoczęłam jak nigdy dotąd, w planie był przewidziany również czas wolny dla rodziny, a ponieważ pogoda nam dopisała spędzaliśmy go przeważnie na plaży. Nawet nasza nastoletnia córka, która dość naburmuszona jechała z nami na rekolekcje, wyjeżdżała stąd ze łzami w oczach i oznajmiła nam, że może z nami znowu jechać w przyszłym roku. W ustach humorzastej nastolatki, jest to najwyższa pochwała. Nie żałuję tego, że podjęłam trud rekolekcji i że poświęciłam cały swój urlop, by spędzić go we wspólnocie z Bogiem i z ludźmi. Nic nie straciłam, a zyskałam bardzo wiele. Czasem podczas urlopu spędzanego w poprzednich latach w sposób tradycyjny - na wczasach kłóciliśmy się z mężem na okrągło, choć jesteśmy dobrym i zgodnym małżeństwem, w którym pomimo 16 wspólnie spędzonych lat, jest wciąż miłość, oddanie, a nawet o dziwo zakochanie. Na rekolekcjach nie było czasu na nieporozumienia, a te które się pojawiały, szybko i zupełnie naturalnie były rozwiązywane. Mam nadzieję, że będziemy potrafili podzielić się bogactwem swych rekolekcyjnych przeżyć z uczestnikami naszego parafialnego kręgu i tym samym zachęcimy inne małżeństwa i rodziny do udziału w rekolekcjach, bo dla nas był to naprawdę błogosławiony czas.

http://www.vimeo.com/13621792 (trzeba wpisać hasło: rekolekcje)

Ola i Bohdan
uczestnicy I stopnia w Mrzeżynie

 

Kategoria: