Nie lękaj się, Bóg sam wystarczy

 

Oaza Rodzin I stopnia (2011 rok)

Wybór Krajnika na miejsce rekolekcji był dla nas w pełni „przypadkowy”. Nazwa miejscowości nic nam nie mówiła, nie wiedzieliśmy nawet gdzie się ta miejscowość znajduje i jak do niej dojechać. Po prostu była jedyną, jaką znaleźliśmy w internecie w odpowiadającym nam terminie. Stąd, gdy Ania Porazik spytała nas, dlaczego akurat Krajnik – nie potrafiliśmy udzielić głębszej odpowiedzi. Nie wiedzieliśmy, że jest to tak piękna okolica, nie wiedzieliśmy też, że para prowadząca jest tak życzliwa i sympatyczna.

W czasie jednej z adoracji Najświętszego Sakramentu, będącej zarazem namiotem spotkania, rozważając zadany fragment Pisma Świętego, otrzymałam odpowiedź na pytanie dlaczego Krajnik, dlaczego właśnie diecezja szczecińska... Przed kilku laty podzieliłam się swoim poważnym problemem z siostrą zakonną jednego ze szczecińskich zgromadzeń. Obiecała modlitwę w mojej intencji. I oto na tegorocznych rekolekcjach, w czasie adoracji poznałam, że to za sprawą modlitw i postów owej zakonnicy zostałam uwolniona od problemu, a sprawy ułożyły się znacznie lepiej, niż mogłam sobie wówczas wyobrazić. Było to najgłębsze metafizyczne przeżycie jakiego doznałam na tych rekolekcjach, ale nie jest jedynym, którym pragnęłabym się podzielić. Od dzieciństwa panicznie boję się węży i innych pełzających zwierząt. Bardzo lubię podziwiać przyrodę, ale ów strach sprawiał, że bałam się wejść do lasu, czy na łąkę. W czasie rekolekcji, zachęcona opowieściami o pięknie pobliskiej Doliny Miłości, poszłam z mężem na spacer. Gdy jednak weszliśmy na polną drogę, zaczęłam odczuwać typowy dla mnie w tej sytuacji strach. W efekcie musieliśmy zawrócić. Nazajutrz, podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, nasza kolej na niesienie krzyża wypadła dokładnie w tym miejscu, gdzie kończyła się droga asfaltowa i trzeba było zejść na ową nieszczęsną polną drogę. Lecz ku memu zaskoczeniu, wcale się nie bałam... dzień później spacerowałam nawet po polu, wśród łanów pszenicy. Z lekkim strachem, ale wcześniej nie odważyłabym się (korzystając z okazji dziękuję Kasi, Gosi, Piotrowi i Irkowi za zwiększenie poczucia bezpieczeństwa). Efekt przeżytej Drogi Krzyżowej okazuje się trwały, gdyż po powrocie do domu, już kilkakrotnie mąż z synkiem wyprowadzili mnie w różne zarośla. I wreszcie trzecia sprawa. Nie jest ona związana z żadnym konkretnym wydarzeniem, ale była czymś, co było coraz silniejszą cechą naszych rekolekcji – poczucie wspólnoty. Wydaje się, że wspólna modlitwa i praca zbudowała bliskie więzi między nami. Czuliśmy się jednością.

Monika i Mirosław Habowscy z Oleśnicy (diecezja wrocławska)

Kategoria: