Nasiąkałem atmosferą bliskości Boga

 

Oaza Rodzin I stopnia (2015 rok - Krajnik Górny)

22 grudnia – jutro na uroczystej mszy mamy wstąpić do Domowego Kościoła. 
Mamy dużo niepewności w sercach. Dzwonimy do pary pilotującej. Rozmowa prostuje kilka tematów i wyjaśnia inne, ale na zasadnicze pytanie: „Wchodzić, czy nie wchodzić?” nie znajdujemy odpowiedzi. Zaczynamy się wspólnie modlić i prowadzimy dialog. Jest decyzja. Na mszę pójdziemy, a jak uznamy że to nie jest nasze powołanie to „przecież w każdej chwili można zrezygnować…” .

12 stycznia – zapada wspólna decyzja o wyjeździe na krótkie rekolekcje. 
To właśnie po nich poczuliśmy ducha prawdziwej wspólnoty i utwierdziliśmy się w przekonaniu, że Pan Bóg ma swój cel w tym, że wciąż jesteśmy w Domowym Kościele. Konsekwencją tych rekolekcji była decyzja o konieczności wyjazdu w najbliższe wakacje i pogłębieniu relacji z Panem Bogiem. Czuję wewnętrznie, że tylko rekolekcje i większa częstotliwość spotkań z Panem Bogiem w czasie wakacji mogą mi dać odpowiednią dawkę paliwa duchowego do walki na cały kolejny rok.
Konsekwentnie realizujemy plan i pełni entuzjazmu i nadziei już po kilku godzinach od otrzymania informacji, że zapisy są otwarte, zgłaszamy chęć udziału. Wyjeżdżamy pomimo niepewnej sytuacji finansowej. Wydajemy na rekolekcje ostatnie pieniądze i zostawiamy rodzinną firmę na pół miesiąca (służbowy laptop i  korespondencja mailowa również zostają w Szczecinie). Idziemy na całość, bo jesteśmy „krejzolami”, ale już niejeden raz taka taktyka zadziałała i kiedy my robiliśmy do Boga jeden krok, On robił co najmniej trzy. Zobaczymy jak będzie tym razem…

Początek jest obiecujący. Obawy o aklimatyzację dzieci i atak złego na małżeńską relację (na ogół nie mamy z nią problemu, ale na 1. rekolekcjach właśnie na tym polu było nam najtrudniej) nie potwierdzają się. Ciemność przychodzi jednak z innej strony. Dopada mnie kryzys wiary, jakiego jeszcze nie doświadczyłem, zwątpienie w sens bycia tutaj i w ogóle w całym Kościele… Z pomocą przychodzi jednak ksiądz, który „daje się wygadać” i nie moralizuje. Nie naciska też na spowiedź, ma duże wyczucie słów i czasu. Ja toczę swoją walkę i skupiam się tylko na sobie. Po pewnym czasie staje się jak paralityk, który sam już dalej iść nie może. Chodzę struty i niezadowolony ze wszystkich i ze wszystkiego.

I oto staje się cud, bo w moim otoczeniu znajduje się uparta i kochająca żona oraz pewien dotąd nieznany przyjaciel, którzy biorą moje łoże i prowadzą do Jezusa. Ja zapieram się rękami i nogami przed tym, co się ma wydarzyć, ale oni robią swoje… „Nie chcesz wejść przez bramę to spuścimy Cię przez dach”. W pocie czoła wciągają mnie na dach, odkrywają go i pomału, delikatnie spuszczają mnie do Niego… Ciemność nie ma w tej sytuacji żadnych szans, kontakt z łagodnym i kochającym mnie Jezusem w sakramencie pokuty (10. dzień duchowych zmagań) wlewa w moje serce upragniony spokój. Dopiero teraz widzę, jakie spustoszenia zasiałem w relacjach z bliskimi i ile trudu włożyła Ania oraz „nowy przyjaciel” żebym się nawrócił. 
30 lipca - (dzień wyjazdu) - wyjeżdżamy z rekolekcji w miłości, pokoju i nadziei, że będzie dobrze…

23 sierpnia (dziś) - minęły 24 dni od wyjazdu i jest dobrze… Często czuję pokój w sercu, lęki o sprawy codzienne pojawiają się dużo rzadziej niż przed rekolekcjami. Mam więcej wiary w to, że Bóg mnie kocha i chce mojego dobra. Częściej niż przed wyjazdem zgadzam się, że Jego plan na moje życie może być „lepszy” od mojego planu. Zgadzam się go też realizować. Mam więcej cierpliwości do najbliższych i współpracowników. Pan Bóg też pobłogosławił i zatroszczył się podczas wyjazdu o nowych klientów i zlecenia, które zwiększyły poczucie bezpieczeństwa i wlały znowu tę nadzieję, że jak Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu… 

Jeżeli drogi czytelniku zastanawiasz się czy pojechać na najbliższe rekolekcje spróbuj sobie dopowiedzieć moją historię, w trochę innym scenariuszu…. Scenariuszu życia, w którym wszystko działo się tak samo poza jedną decyzją: brak wyjazdu na rekolekcje. Ja dzisiaj wiem, że gdyby kryzys wiary dopadł mnie w innym miejscu niż na rekolekcjach, koniec tej historii mógłby być zupełnie inny.
Będąc na rekolekcjach mimo duchowych udręczeń nasiąkałem przecież każdego dnia atmosferą bliskości Boga i byłem blisko Jezusa: na codziennych „przymusowych” namiotach spotkania, rozważaniach słowa Bożego, Mszach świętych, rozmowach o Bogu i słuchaniu doświadczeń innych ludzi. Gdyby nie ten cały „klimat”, żadna siła nie dałaby rady podnieść mojego łoża i zanieść mnie do źródła Jego pokoju.

Kuba ze Szczecina


Rekolekcje zbliżyły nas, małżonków

Kiedy wstąpiliśmy z mężem do Domowego Kościoła postanowiliśmy, że będziemy starać się uczestniczyć w rekolekcjach wakacyjnych. Jednak łatwiej postanowić niż wykonać. Przed wyjazdem na oazę w Krajniku na I st. pojawiły się różne przeszkody. Na szczęście z Bożą pomocą udało się je pokonać. Jednak na rekolekcje jechałam z pewną obawą czy 15 dni ściśle zorganizowane to nie za długo na wyjazd dla 2-latka bo, że 4-latek sobie poradzi to wiedziałamsmiley (w takim wieku są nasze dzieci). Nasze obawy co do długości rekolekcji i młodszego synka okazały się niepotrzebne. Dwa tygodnie minęły bardzo szybko, a synek dostosował się do nowych warunków bez problemu. Pan Bóg działa w przedziwny sposób, trudności które pojawiły się w czasie rekolekcji jeszcze bardziej nas do siebie, jako małżonków, zbliżyły. Pewnie gdybyśmy byli w domu nie byłoby to takie proste. Adoracja Najświętszego Sakramentu małżonków, sam na sam w pustym kościele dała wielką siłę a nabożeństwo do Ducha Świętego zapoczątkowało pragnienie głębszego poznania Trzeciej Osoby Trójcy Świętej. Codzienna Eucharystia, szkoła modlitwy, szkoła życia, atmosfera typowo rodzinna, cisza i spokój polskiej wsi, ciekawi mądrzy ludzie i serdeczność każdego, kto posługiwał i pomagał nam w przeżywaniu rekolekcji sprawiły, że już z niecierpliwością czekamy na kolejny wyjazd. I tak jak w piosence, chcemy jeszcze bardziej poznawać Pana Boga, być bliżej Niego i kochać goręcej. Bóg dzięki DK i rekolekcjom otwiera nasze oczy, uszy i serce. Chwała Panu!

Ania

Kategoria: