Miłosierni przez pełnienie dzieł wyzwolenia

 

Przyznam, że zafrapowała mnie myśl przewodnia tegorocznych adwentowych dni skupienia. Już po pierwszym jej przeczytaniu uderzyło mnie słowo „dzieło”. Dlaczego? Z dość prozaicznej przyczyny. Z uwagi na tkwiące we mnie konotacje, semantycznie przypisujące mu znaczenie niezwykłej wagi. Dzieło sztuki, literatury, muzyczne, naukowe, dzieło jako jakiś długotrwały, szlachetny proces. Nijak zatem widziałem się jako osoba pełniąca jakieś dzieło, w dodatku dzieło wyzwolenia. Bardziej natomiast, jako osoba spełniająca czasami uczynki sprzyjające wyzwoleniu. Ale to dobrze. W sumie czemu, jak nie osobistej refleksji i rewizji życiowych postaw ma służyć chwila wytchnienia, jaką niewątpliwie jest taki wspólnotowy dzień wyciszenia pośród zaganianej codzienności. Zatem z zaciekawieniem udałem się na to rejonowe spotkanie. Będąc już w kościele zauważyłem emanujące delikatną, błękitną otoczką, umieszczone w bliskim sąsiedztwie wieńca adwentowego godło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Dla mnie swoisty drogowskaz. Zwłaszcza w kontekście rozterek, którymi dzieliłem się na początku. I to nie dlatego, że krucjata w Ruchu Światło-Życie zwyczajowo określana jest, zresztą również przez jej założyciela ks. Franciszka Blachnickiego, jako dzieło, tylko dlatego, że głęboko identyfikuję się z rangą istoty jej funkcjonowania. Walka z jakimikolwiek zniewoleniami to przecież istotnie proces, często długotrwały, nierzadko ciągnący się przez całe życie, szlachetny z moralnego punktu widzenia, ale jednocześnie heroiczny i tragiczny, dotykający bowiem niezwykle intymnych sfer życia człowieka, obnażania słabości, odarcia z szacunku, utraty godności, dumy. Skłaniający do wołania o pomoc. Także prowokujący do zajęcia zdecydowanego stanowiska przez osoby postawione w obliczu konieczności podjęcia decyzji o pomocy ludziom zniewolonym. Krucjata Wyzwolenia Człowieka łączy ludzi podejmujących konkretne, zdeklarowane działania na rzecz osób zniewolonych. Funkcjonujące diakonie wyzwolenia zajmują się kompleksowym przygotowaniem swych członków do niesienia oczekiwanej i adekwatnej pomocy. Podejmują konkretne, wymierne oraz modlitewne działania na rzecz walki ze zniewoleniami. W różnych środowiskach, różnymi metodami, z jednakową jednak troską o Boże dziecięctwo każdego z ludzi. 

Gdzie zatem znajduję się ja? Czy fakt istnienia wyspecjalizowanych grup wspierających swymi wysiłkami niejedną terapię człowieka zagubionego i pogrążonego w zniewoleniu, świadczących wsparcie, zwalnia mnie z jakichkolwiek pomocowych wysiłków w sytuacjach zauważalnych skutków zniewoleń? Ba! Czy dostrzegam wokół siebie wołanie o pomoc? I wreszcie, czy wtedy pomagam, czy spełniam uczynki miłosierdzia? Czy włączam się w dzieło wyzwolenia? Te pytania, rodzące się w sposób narastający, stanowią bagaż, z jakim wróciłem wczoraj do domu. Nie, nie usiłowałem odpowiedzieć sobie na nie ani w trakcie adwentowego spotkania, ani tuż po powrocie. One we mnie żyją. Wywołują niepokój. Skłaniają do refleksji, która ufam iż sprawi, że żadne z tych pytań nie pozostanie bez odpowiedzi.

Kończąc swe krótkie przemyślenia przytoczę kilka wniosków wieńczących tzw. pracę w grupach, a skrupulatnie przytoczonych podczas podsumowania przez wytrwałych sprawozdawców. Zatem posłuchajmy, w jakich sytuacjach doświadczamy wolności:

  • w wyzwoleniu się z niewoli grzechów;
  • w radości wynikającej z faktu bycia dzieckiem Bożym;
  • w szczęściu wynikającym z obecności i bliskości Boga;
  • w dochodzeniu do prawdy;
  • w wypełnianiu zobowiązań;
  • w obecności we wspólnocie;
  • w podejmowaniu trudu wyrzeczeń, np. od spożywania alkoholu;
  • w sytuacjach, gdy dostrzegamy wyzwolenia nas przez Jezusa Chrystusa z wewnętrznych słabości;
  • w sakramencie pokuty i pojednania;
  • w umiejętności stawania w prawdzie, w przeciwstawianiu się pysze;
  • w wyzwoleniu się z lęków;
  • w szczerych i przyjaznych relacjach z ludźmi;
  • w trakcie dokonywaniu wyborów;
  • w nadziei wypływającej z faktu, iż nigdy nie jest za późno na nawrócenie;
  • w miłości;
  • w dostrzeganiu Chrystusa w drugim człowieku;
  • w zrozumieniu, iż wolność to dar, dany nam i zadany;
  • w gotowości przyjęcia daru wolności, który został nam przez Chrystusa ofiarowany;
  • w zaufaniu Bogu.

Niech te pozornie wyrwane z szerszego kontekstu hasłowe wypowiedzi, będą nie tyle odpowiedzią na stawiane podczas dnia skupienia pytania, ile implikacją do rozważań, daj Boże przyczyniających się do przeobrażania naszego życia w osobisty, wysublimowany adwent, trwający aż do spotkania z Chrystusem.

Adam Szewczyk

 

Kategoria: