On ma być autorem mojej świętości

 

Oaza Rekolekcyjna Animatorów Rodzin II stopnia (Krajnik 2015 rok)

Czasem trudniej jest dotrzeć [z głoszeniem Bożego Miłosierdzia] do letnich serc ludzi uważających się za wierzących, niż do tych, którzy oddalili się od Boga, bądź nigdy nie byli na łonie Kościoła.” (za:  http://www.pmwarszawa.pl)

Nie wiem czyje są to słowa, ale w pełni oddają to, jakim było moje serce, kiedy przyjechaliśmy na ORAR II do Krajnika 17.08.2015 r. Byłam przekonana, że i te rekolekcje będą jednymi z wielu, jakie przeżyliśmy do tej pory. Chociaż gdzieś w głębi serca pragnęłam żeby tym razem było inaczej. 

Tak naprawdę to mieliśmy nie pojawić się w Krajniku. Planowaliśmy odwołać nasz pobyt, bo chcieliśmy pojechać w rodzinne strony mojego męża. Potem, kiedy zrezygnowaliśmy z naszych planów okazało się, że mamy kłopot, gdyż był u nas chrześniak męża i nie mogliśmy go zabrać ze sobą na rekolekcje. Pamiętam jak na kilka dni przed wyjazdem powiedziałam Panu Jezusowi w sercu, że jeżeli chce abyśmy wzięli udział w rekolekcjach, to zostawiam to Jemu, i niech dzieje się Jego wola…

Po przyjeździe do Krajnika okazało się, że nastąpiła nagła zmiana kapłana, który miał poprowadzić nasze rekolekcje. Zamiast ks. Sławomira Błachowiaka, przyjechał ktoś inny. Podczas pierwszej rekolekcyjnej Eucharystii okazało się, że w zastępstwie przyjechał ks. Rafał Szutra ze Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia w Szczecinie. Kiedy się o tym dowiedziałam, bardzo się ucieszyłam, ponieważ opowiadała mi o nim moja koleżanka ze Szczecina, która się u niego spowiadała. Miałam w sercu pragnienie, że jeżeli kiedykolwiek trafię na tego kapłana, to na pewno będę chciała się u niego wyspowiadać.
Pan Jezus zaczął działać i przemawiać do mnie już pierwszego dnia po przyjeździe. Podczas Eucharystii z ust księdza padały słowa, które były jak strzały – trafiały wprost w moje serce. Od początku towarzyszyło mi przekonanie, że wszystko, co słyszę jest dedykowane mojemu sercu szukającemu Boga Żywego. Pamiętam, jak pomyślałam sobie, że ten kapłan zna Jezusa osobiście, że Go spotkał, i że rozmawia z Nim na co dzień. 

Od tamtej pory właśnie uznałam, że koniecznie muszę poprosić ks. Rafała o rozmowę. Nie było to jednak łatwe dla mnie. Brakowało mi odwagi żeby się do niego zwrócić. Męczyła mnie ta myśl do końca wtorku. Wiedziałam, że mamy mało czasu i znowu modliłam się, aby Pan Jezus zaradził jakoś temu, że nie mam sił ani odwagi, aby prosić o spowiedź. We wtorek późnym wieczorem ks. Rafał zapukał do naszego pokoju, i wtedy odważyłam się, skoro Pan Jezus mi go  przysyłał pod same drzwi. 

Środa była dla mnie dniem przełomowym. Wieczorem odbyłam spowiedź, podczas której Pan Jezus dał mi doświadczenie swojej wielkiej miłości miłosiernej do mnie. Zrozumiałam, że kocha mnie ZAWSZE, a nie tylko wtedy, kiedy to w swoim własnym mniemaniu na to zasługuję. Zrozumiałam, że tym, co otwiera mi drogę do Pana Jezusa nie jest moje porządne życie, ale zranienia, które odważę się Jemu pokazać. To jedyna rzecz jaką mogę dać Jemu i nie muszę zasługiwać sobie na Jego miłość. A autorem mojej świętości ma być On, a nie ja. Oddałam Panu Jezusowi wszystko, co miałam w sercu, a co przez lata trzymałam dla siebie myśląc, że On nie chce mnie takiej oglądać. Zrozumiałam, że nie wystarczy się w życiu raz nawrócić. Pan Jezus chce, abym codziennie Go wybierała na nowo. 

Drugim mocnym przeżyciem tych rekolekcji była czwartkowa modlitwa małżonków przed Najświętszym Sakramentem. Wtedy to po raz pierwszy w życiu z mężem uczestniczyliśmy w nabożeństwie wylania Ducha Świętego. Od tamtego wieczora towarzyszy mi mocne przekonanie, że Duch Święty obecny jest namacalnie w Kościele i przychodzi do serc słabych, proszących Go o to szczerze. Nie wiem, czy można sobie wyobrazić rekolekcje bardziej nawiązujące do hasła: „W mocy Ducha Świętego”, które będzie nam towarzyszyło w nowym roku pracy. 

Z Krajnika wyjechałam z przekonaniem, że Pan Jezus nie chce pozorów, bo zna moje serce i chce mnie w prawdzie. Parafrazując słowa ks. Rafała, Pan Jezus nie chce abym była porządną katoliczką, ale prawdziwą katoliczką. 

Dziękuję Panu Jezusowi, że postawił na mojej drodze tego konkretnego kapłana, a rekolekcje, które miały być rutyną, okazały się tak mocnym doświadczeniem Bożej obecności i miłości w moim życiu. 
Wszystkie wydarzenia, jakie opisałam mogą się komuś wydawać zbiegiem okoliczności, ale jak mówią, przypadek to drugie imię Ducha Świętego. 

Ania
Chwała Panu!

Kategoria: