Lipcowe spotkanie pięciu oaz

 

Wisełka – niewielka miejscowość nadmorska - stała się w ostatni poniedziałek lipca 2014 roku miejscem spotkania uczestników oaz rekolekcyjnych II turnusu /15-31.07./.

Można zaryzykować stwierdzenie, iż był to chyba najokazalszy jak dotąd Rekolekcyjny Dzień Wspólnoty, zważywszy, iż uczestniczyło w nim 5 oaz, a jego atmosfera - dosłownie i w przenośni - była niezwykle gorąca...Część 1, Część 2.

Oto jedna z prezentacji, nadesłana przez wspólnotę, przeżywającą  rekolekcje OR II stopnia w Wisełce:

W miarę jak zbliżał się czas obietnicy, którą Bóg dał Abrahamowi, rozrastał się lud i rozmnażał w krainie rozciągniętej między Morzem Bałtyckim a wysokimi Tatrami, a jego synowie potężnieli i umacniali się coraz bardziej, tak że cały kraj się nimi napełnił. Lecz rządy w tym kraju chciał objąć zły król, który postanowił wystąpić przeciw temu ludowi. Naród narzekał na swoją ciężką pracę i jęczał, a narzekanie dochodziło do Boga. Spojrzał Bóg na lud swój i ulitował się na nim.

I objawił się Bóg jako krzak gorejący, a przechadzał się obok ksiądz Marcin i widział jak krzew płonął ogniem ale nie spłonął od niego. Wtedy ksiądz Marcin powiedział do siebie:

- Podejdę i przyjrzę się temu zjawisku.

Widząc to Pan rzekł:

- Marcinie! Marcinie!

On zaś odpowiedział:

- Oto jestem!

Rzekł mu Bóg:

- Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mojego. Zstąpiłem, aby go wyrwać z niewoli i zniewoleń i zaprowadzić do ziemi żyznej i przestronnej. Idź przeto teraz i wezwij mój lud.

A ksiądz Marcin odrzekł Bogu:

- Kimże ja jestem bym miał iść i wyprowadzić ich z tych zniewoleń, grzechów, z tych zranień i pustyń, które w sobie noszą?

Odpowiedział Bóg Marcinowi:

- Ja będę z tobą.

A ksiądz Marcin na to:

- Wybacz Panie, ale choć dzięki tobie jestem wymowny od wczoraj i przedwczoraj sam nie dam rady z takim narodem. Wybacz Panie, ale samego mnie nie posyłaj.

I ulitował się Pan nad Marcinem i rzekł:

- Czyż nie masz brata swego Norberta? Wiem, że i on ma łatwość przemawiania. A żebyście nie zginęli i ogarnęli mój lud umiłowany poślę z wami Ewę i Wojtka z córką ich Zosią, co zapanują nad tymi, którzy przybędą.

I oto przybyli do Wisełki:

- Basia i Grzegorz z synami swoimi Bartkiem, Pawłem i Karolem z Polkowic

- brzemienna Justyna i Krzysztof z córkami swoimi Weroniką i Martą z Bydgoszczy

- Agnieszka i Krzysztof z synami swoimi Mateuszem i Błażejem ze Szczecina

- Ania i Szymon z dziećmi swoimi Asią, Joachimem i Klarą z Poznania

- Agnieszka i Marcin z synami swoimi Pawłem, Franciszkiem i Bartkiem z Katowic

- Ania i Andrzej z synami swoimi Jędrzejem i Tymoteuszem ze Szczecinka.

I przybyło ich sześciu mężów z żonami swoimi i dziećmi w liczbie szesnastu sztuk. A że sztuki to niezwykłe rzekł Pan: Oto poślę wam na pomoc Wiesię, Iwonkę i Bartka, abyście zaznali chwili spokoju i mogli się zmagać z niewolami swoim.

I wiedli naród ten wybrany ksiądz Marcin z diakonem Norbertem przez pustynię, by każdy w swoim czasie rozprawił się ze swoją niewolą, wzniósł ręce i powiedział

– Prowadź mnie.

I drżała Wisełka od wyczynów narodu tego. Od jutrzni głosili chwałę Pana, upadali i wstawali, podnosili się nawzajem. Bywało, że od śmiechu drżały ściany, a czasem i łzami spływały ich oczy. A gdy ruszali razem na podbój Wisełki na właścicieli lodziarni padał blady strach. I sprawił Pan, że byli wspólnotą.

A dzieci ich na czele z niezastąpionymi ciociami i Bartkiem czyniły cuda, płynęły przez Nil i pokonywały egipskie plagi.

I widział Pan, że miękną zatwardziałe serca jego narodu.

Na koniec rzekł Pan:

- Wyprowadzę ich w ciemność, niech spożyją chleb niekwaszony i gorzkie zioła i pójdą wszyscy: mężowie i żony, i dzieci ich, i cały dobytek.

I poszli na czele z księdzem Marcinem i diakonem Norbertem. Ruszyli wszyscy razem, a był to exodus, jakiego Wisełka nie widziała. (piosenka i powtórka od Ruszyli…) I szli w ciemne otchłanie lasu, przez jeszcze ciemniejsze zakamarki swych dusz. A wózki ich trzeszczały, a dzieci płakały. I poprowadził ich Pan do światła, do Słowa, do wody. I spłynął ożywczym deszczem. I rozświetlił mroki.

I popatrzył ksiądz Marcin na ten lud swój, który przyprowadził do ziemi obiecanej i rzekł:

- To już jest koniec i jest to początek.

Tak oto uczynił Pan Oazę Nowego Życia II stopnia w Wisełce. I widział Pan, że to, co uczynił było dobre. I uśmiechnął się Pan i rzekł:

- A teraz - idźcie każdy w swoją stronę, wracajcie, dałem Wam ziemię obiecaną.

 

 

Kategoria: