Leć kolędo, leć...

 

Bóg się rodzi w żłobie,
biada jeśli nie narodzi się w tobie

A. Mickiewicz

Nieubłaganie szybko przemija czas Bożego Narodzenia, który w polskiej tradycji kończy się 2 lutego, świętem  Ofiarowania Pańskiego, nazywanym  świętem Matki Bożej Gromnicznej.  Zapewne dla wszystkich - bez względu na przekonania - czas Bożego Narodzenia jest wyjątkowy, gdyż przejawia się piękną atmosferą świąt i tradycją: choinka, prezenty… Dla wierzących  jest to czas nadziei i miłości, czas pogłębienia wiary i przebaczenia, ale także zwyczaj kolędowania. Niestety, trzeba z bólem serca stwierdzić, że ten piękny, wielowiekowy zwyczaj śpiewania kolęd zanika dziś w polskich domach. Tymczasem wspólny śpiew ma moc jednoczenia ludzi. Buduje wspólnotę wokół idei czy religii. Muzyka zawsze była i będzie nieodzownym elementem wszelkiego świętowania. Symbolizuje radość i uświetnia różne uroczystości. Polska posiada najwięcej pieśni bożonarodzeniowych - niemal dwieście kolęd i czterysta pastorałek - żaden inny kraj na świecie nie może pochwalić się takim zbiorem. Kolędy posiadają szczególną moc: łączą pokolenia, rodziny i ludzi. Sprawiają, że w cudowną noc Bożego Narodzenia nikt nie czuje się samotny. Mają też kolejną cudowną moc. Śpiewając je, na krótką chwilę zatracamy ścisłą łączność z korzeniami owej tradycji. Bez względu na to gdzie rzuci nas los, Święta  Bożego Narodzenia  pozostają chwilą, kiedy skłaniamy się ku refleksji nad naszym życiem i tęsknimy za naszymi bliskimi. Wtedy niejednokrotnie przypominamy sobie, że wiara, miłość, rodzina i bliskość drugiej osoby to to, co jest dla nas najważniejsze. Co więcej, kolęda to uwielbienie dla narodzonego Boga, to wyraz naszej miłości do Boga i ludzi, a ilekroć  pozwolimy by Bóg przez nas pokochał innych, zawsze wtedy jest Boże Narodzenie.
I to, dało się odczuć podczas kolędowania grona osób nie tylko z Domowego Kościoła, zorganizowanego już dziesiąty raz przez Małgosię i Grzesia Stawarzów. W kolędowanie włączyło się wielu muzykujących osób i ich rodziny. Dla każdego, kto tylko miał ochotę pośpiewać czy pograć na swoim instrumencie, drzwi klubu były otwarte. Kolędowali wszyscy, od maluszków po osoby dojrzałe, zdrowe i chore, a nawet przybyłe o laseczkach, była też osoba niewidoma. Wszyscy czuli się jak jedna, wielka, muzykująca rodzina. W trakcie kolędowania był też czas na poezję. Małgosia z Grzesiem przepięknie przeczytali wiersz obecnego na kolędowaniu, niewidomego autora. Było też świadectwo przeszło 80-letniej „sybiraczki”, która zesłanie przeżyła dzięki wierze w Boga. Nie obeszło się bez radosnych wspomnień i kolędowego koncertu życzeń. Nie zabrakło też słodkości i wspaniałego humoru osób opowiadających o początkach przyjazdu do Szczecina czy parafii, m.in. ks. dr Jana Marcina Mazura.  
Gdy tak na koniec, zapytałam Małgosię: Jak to się stało, że kolędują w tym klubie, i w tak różnym gronie? Odpowiedziała: „Najpierw kolędowaliśmy w domu, później było za mało miejsca, więc przenieśliśmy się tutaj”. Pytam dalej: A jak udaje się Wam zorganizować dla wszystkich poczęstunek, zgromadzić tyle osób na kolędowaniu i, co najważniejsze, pokryć koszty? Na co Małgosia z uśmiechem i skromnością odpowiedziała: „Wszyscy nas o to pytają, a my przecież nic nie robimy, to wszystko robią ludzie, którzy chcą, by to kolędowanie się odbyło”. Myślę, że każdy może sobie na to pytanie odpowiedzieć sam. Ja przypomnę jednak wcześniej zamieszczoną myśl - ilekroć  pozwolimy, by Bóg przez nas pokochał innych, zawsze wtedy jest Boże Narodzenie, wtedy Pan czyni cuda. Dobrze, że mamy ludzi, którzy chcą kolędować, którzy chcą organizować kolędowanie dla rodziny, wspólnoty… W kolędowaniu nie ma barier, a o  tym wszystkim przekonują nas Małgosia i Grześ, za co składamy im wielkie, tradycyjne, polskie - Bóg zapłać.

Krysia Zawal

Kategoria: