Dobra okazja, by Mu zaufać

 

Oaza Rekolekcyjna Animatorów Rodzin II stopnia (5-9 lutego 2016r. - Wisełka)

Wydmy, piasek, sosny, żywiczny zapach unoszący się w powietrzu, morska bryza – właśnie w takich okolicznościach przyrody członkowie Domowego Kościoła diecezji szczecińsko-kamieńskiej (z jednym wyjątkiem) przeżywali Oazę Rekolekcyjną Animatorów Rodzin II° w Wisełce. Było nas w sumie czternaście rodzin i dwóch księży: moderator naszych rekolekcji – ks. Janusz Szczepaniak oraz diecezjalny moderator Ruchu Światło-Życie – ks. Piotr Listwoń, który gościł u nas pierwszego dnia.

Czas spotkania z Bogiem i współmałżonkiem przeżywaliśmy w Domu Świętej Rodziny, w którym z wielką serdecznością przyjęły nas panie z Instytutu Świętej Rodziny. Każdego dnia otaczały nas troską, częstowały uśmiechem oraz dobrym słowem, no i pysznie karmiły.

Diakonia wychowawcza - Aneta i Piotr Rochnowie – zajęła się naszymi pociechami z wielką miłością i niewyczerpaną cierpliwością. Spacery, konkursy i prace plastyczne to tylko nieliczne przykłady zajęć, które przygotowali. Już zupełnie nie wiemy skąd brali jeszcze wyrozumiałość dla rodziców.

Diakonia muzyczna – Tomek i Asia Lisowscy – mieli w sobie tyle zapału, że z dnia na dzień pod ich okiem powstał zespół instrumentalno-wokalny, w skład którego wchodziły: trzy gitary, dwoje skrzypiec, trąbka, waltornia, bębenek i grzechotka, którym towarzyszyli chórzyści. A wszyscy razem chwalili Pana grą i śpiewem.

W takich to niezwykle sprzyjających warunkach mogliśmy pochylić się nad tematem naszego ORARU, czyli posługą animatora. Słowo kapłana i konferencje pozwalały wniknąć w tę rzeczywistość służby drugiemu człowiekowi, do której powołuje nas sam Chrystus.
Zachęcamy do zapoznania się ze świadectwami uczestników.

Asia i Marek Proniewicz


 

Świadectwo I

Zapewne nie uda mi się powtórzyć tego co mówiłem na dzisiejszych świadectwach, bo to nie ja mówiłem tylko Duch Święty przemawiał przeze mnie... Jak na mnie, to było zbyt ładne.

  1. Wspólnota, wspólnota, wspólnota…
  2. Uświadomienie sobie, jak wiele mamy do zrobienia w ramach pełnienia posługi w naszym kręgu.
  3. Uświadomienie sobie, że Pan Bóg uzdalnia nas do powyższej roli.
  4. Postanowienie radości i otwartości na bliźniego.

A dlaczego?

Wspólnota, ta najmniejsza, ale najważniejsza, moja Rodzina... moja wspaniała Żona, której tak często nie doceniam, moje dzieci, które choć wymagające, to dające tak wiele radości.
Nasza wspólnota rekolekcyjna, wspaniali ludzie, dający wspaniałe świadectwo, SZCZERZY, czego tak bardzo brak w życiu codziennym. Choć - tak jak wspomniał Tomek (jeden z oazowiczów) - "przyjechaliśmy na rekolekcje z maskami", to one jednak stopniowo opadały, pokazując, jacy jesteśmy piękni.

Dzięki uczestnictwu w tych rekolekcjach uświadomiliśmy sobie, jak wiele mamy do zrobienia jako para animatorska, którą zostaliśmy w tym roku. Choć docierało do nas, że pewne rzeczy trzeba poprawić, to udział w rekolekcjach jeszcze bardziej nas w tym utwierdził. Zostaliśmy powołani do roli animatorów w naszym kręgu przez Pana Boga za pośrednictwem Asi i Marka (prowadzących ORAR) i tu muszę ich przeprosić, bo gdy dowiedziałem się, że to oni będę prowadzić rekolekcje, pomyślałem sobie - czego nowego mogą nas jeszcze nauczyć, skoro przez dwa lata byli naszą parą pilotującą. Jak bardzo byłem w błędzie pokazały mi te rekolekcje, bo choć pewnie dużo otrzymałem od całej wspólnoty rekolekcyjnej, to równie cenna była wiedza i doświadczenie, które zostały nam przekazane przez Asię i Marka. Jeszcze raz serdecznie Was przepraszam i dziękuję.

Uświadomiłem sobie również, że Pan Bóg nie pozostawia nas samych, że uzdalnia nas do zadań, które stawia przed nami. Ważne jest, abyśmy w to uwierzyli i się ich podjęli. Do rekolekcji nie wierzyłem, że wolą Pana Boga jest nasza obecna posługa animatorska, teraz szczerze w to wierzę.

Większa otwartość na bliźniego i radość – to rzeczy, które pragnę zmienić w swoim życiu codziennym, pod natchnieniem Ducha Świętego obecnego we wspólnocie. Podczas tych rekolekcji Pan Bóg pokazał mi, że jest to możliwe i konieczne. Wasza szczerość podczas godziny świadectw jeszcze bardziej mnie w tym utwierdziła. Dziękuje Wam za to. Zaś na potwierdzenie obecności Pana Boga podczas tych rekolekcji będzie krótka historia. Dzień wcześniej, podczas dialogu małżeńskiego, radość stała się naszą regułą życia. Następnego dnia, podczas Jutrzni, odczytywałem prośbę, która została mi losowo przydzielona, brzmiącą następującą:
"Wspomagaj nas abyśmy nikogo dziś nie zasmucili, lecz byli dla wszystkich przyczyną radości".

Ja nie potrzebuję więcej znaków, aby wierzyć. W swoim życiu trochę już ich otrzymałem, ten jest po prostu kolejny.

Adam, mąż Gosi


 

Świadectwo II

Podjęcie decyzji wyjazdu na rekolekcje dla mnie i dla mojego męża nigdy nie było łatwe. Mamy dwójkę małych dzieci, a każde z nas oprócz normalnej pracy wykonywanej w pełnym wymiarze, pracuje również dodatkowo, w ten sposób rozwijając swoje zainteresowania. Jednakże postanowiliśmy uczestniczyć w lutowych rekolekcjach ORAR II° w Wisełce, trochę przez wzgląd na nasz krąg, który w czerwcu zeszłego roku wybrał nas na swoją parę animatorską, trochę przez wzgląd na nas samych. Zwłaszcza dla mnie ten wyjazd był bardzo istotny. W momencie wyjazdu czułam się bardzo zagubiona, przepełniona lękami o wszystko i wszystkich, miałam kłopoty z dotrzymaniem zobowiązań, które nakłada na małżonków Domowy Kościół. Szczególnie trudna była dla mnie modlitwa małżonków. 

Cóż dały mi rekolekcje? Na początku Pan Bóg zabrał mój lęk, w zamian dał ufność. Następnie zabrał mi niemoc w modlitwie, a dał otwartość, zwłaszcza w relacjach z mężem, co zaowocowało pięknym dialogiem małżeńskim, który każde z nas na zawsze zapamięta. Otrzymaliśmy również odpowiedzi na konkretne pytania i problemy. Mamy nadzieję, że dzięki temu uda nam się teraz pomóc małżeństwom w naszym kręgu. 

Ewa

 

Relacje z rekolekcji, które trafiały do mych rąk zawsze były pełne entuzjazmu, co w zasadzie wzbudzało we mnie nieufność. Myślę, że podobne wrażenie mogą mieć wszyscy, którzy jeszcze na rekolekcjach nie byli. Dla nich przede wszystkim piszę o swoich przeżyciach. Będę zachęcał do udziału w nich, bo są bardzo dobrą metodą formacji. I już teraz wiem, że nie jestem w stanie tak ich opisać, aby można było je sobie wyobrazić i ocenić. W zasadzie jedyny sposób to zaryzykować i poświęcić na nie trochę swojego czasu. Ale osoby wierzące co jakiś czas powinny dla Pana Boga zaryzykować, zaufać Mu, więc akurat jest dobra okazja.

Dobrze jest wiedzieć kto pisze świadectwo: mam piękną żonę, dwójkę małych dzieci, osobiście nie przepadam za życiem we wspólnocie. Dla mnie Domowy Kościół jest taką wąską, niezbyt wygodną bramą do nieba. Nie lubię śpiewać, chwytać się za ręce (ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji, gdy trzymam za rękę mężczyznę i mam mu powiedzieć: "dobrze, że jesteś"), używać oazowego języka. Generalnie, typowy facet.

Tym razem, na rekolekcjach spotkaliśmy osoby (dosłownie wszystkich: uczestników, diakonie, księdza, prowadzących), wśród których bardzo dobrze się czułem. Nie zawsze tak było i na działanie Boga we mnie nie miało to żadnego wpływu. Tu zresztą nie ma wielkich obaw, bo jednak w Domowym Kościele wszyscy przeważnie są otwarci, więc bardzo źle trafić się nie da.
A Bóg działał w nas mocno i niespodziewanie. Bardzo posmakowała nam wspólna modlitwa, polubiliśmy dialog małżeński, zapanowała bardzo przyjemna duchowa jedność z moją żoną. Kto by tak nie chciał? Jeśli nie brzmi to spektakularnie, to wystarczy się zastanowić, ile takich przełomów mamy w ciągu roku?  Na rekolekcjach bardzo dużo się modlimy i miłym zaskoczeniem jest brak znużenia modlitwą. Pozostają owoce. Odwaga, wiara, miłość – to w moim przypadku. I znowu, bez rekolekcji takie Boże dary spływają na nas niezbyt często. 

Z całą pewnością był to czas wzmacniania naszej jedności małżeńskiej. Poszkodowane są dzieci, ale w życiu codziennym jest dokładnie odwrotnie i zawsze marzymy, żeby ktoś nam popilnował pociechy chociaż na kilka godzin. Żebyśmy tylko mogli choć chwilę pobyć razem. Na rekolekcjach Domowego Kościoła mamy siebie dla siebie codziennie (stąd moja ogromna wdzięczność dla diakonii wychowawczej).
Pod koniec byliśmy zmęczeni, bo rekolekcje są w miarę pracowite. W trakcie nie czułem jednak pośpiechu, ale raczej spokój i swobodę, aż chciało się tam być!

Marcin

Kategoria: